Aktualności

Recenzenci o „Woyzecku”

Woyzeck Georga Büchnera w inscenizacji Piotra Cieplaka w ocenie recenzentów i teatralnych blogerów:

Na pierwszym planie: Zuzanna Saporznikow (Maria), Cezary Kosiński (Woyzeck), na drugim planie: Ewa Konstancja Bułhak (Kobieta), Joanna Kwiatkowska-Zduń (Małgorzata), Kinga Ilgner (Kobieta), Anna Grycewicz (Kobieta). Fot. Krzysztof BielińskiWoyzeck – najnowsza premiera Teatru Narodowego – nie jest spektaklem, który może się łatwo podobać. Ale najwyraźniej nie powstał z taką intencją. Zresztą czy może się podobać sztuka, która mówi o tym, ile zła wyrządzamy? [...] Żywe zainteresowanie tekstem Büchnera, które przyszło długo po śmierci autora, wyniknęło przede wszystkim z tego, że w Woyzecku odkryto pierwszą w literaturze niemieckiej sztukę, czyniącą głównym bohaterem człowieka z absolutnych nizin społecznych. Büchner wykorzystał autentyczną historię żołnierza, który zabił kochankę i matkę swego dziecka, za co został skazany na śmierć. Sprawa dała dramatopisarzowi asumpt do stworzenia niezwykle poruszającego portretu prostego, choć wrażliwego mężczyzny, który gnębiony przez otoczenie, doprowadza się do obłędu. W inscenizacji, którą w Teatrze Narodowym przygotował Piotr Cieplak, sztuka Büchnera zyskuje wymiar przypowieści o człowieku, który w szczególny sposób doświadcza na sobie zła i w jego osobie ujawnia się projekcja nieuchronnej katastrofy świata”.
„Przedstawienie Cieplaka jest bardzo ascetyczne w obrazie. Scenografię Andrzeja Witkowskiego tworzą ruchome, odrapane, metalowe ściany, symbolizujące podrzędność tego świata. Ale na pewno inscenizacja działa na uszy, ponieważ ważną rolę w dramaturgii odgrywa muzyka autorstwa Pawła Czepułkowskiego, Jakuba Gawlika, a wykorzystano również kompozycję Jana Duszyńskiego. Muzyka czy też czasami ścieżka dźwiękowa ma różnorodny charakter i na pewno jest walorem spektaklu” –  zauważa Wojciech Majcherek w portalu kultura.onet.pl. Czytaj więcej →

Piotr Cieplak nie należał nigdy do bezskutecznych teatralnie buntowników, nawet kiedy poszukuje nowych rozwiązań interpretacyjnych, w swoich dekonstrukcyjnych metodach, bo takimi też się posługuje, nie zubaża znaczeń i nie odwraca się plecami od dawnych prawideł czy sposobów myślenia, od tego, co odziedziczyliśmy, od mitów czy innych tonacji stylistycznych. Jego wszystkie spektakle urzekają dojrzałością, oryginalnością wyobraźni i podporządkowaną myśli emocjonalnością. Akt poznawczy jest dla niego najważniejszy, bo wynika z niekwestionowanej skłonności artystycznej, a nie z chęci totalnego odcięcia się od tego, co już było i stwarzania nie wiadomo po co czy za wszelką cenę czegoś, co będzie miało znamiona podyktowanej ekstrawagancją odrębności. Tak też jest z ostatnim spektaklem Piotra Cieplaka przygotowanym w Teatrze Narodowym Woyzeck, to obok Capri Lupy, jedno z najważniejszych – w moim mniemaniu – przedstawień obecnego sezonu teatralnego. Jest w nim coś niesłychanie mistyczno-metafizycznego  i poetyckiego, a jego obrazy, rozpięte między rozpasaną do granic patologii brutalnością a oniryzmem, wciąż stoją przed oczyma.

Na pierwszym planie: Cezary Kosiński (Woyzeck), Oskar Hamerski (Tamburmajor), na drugim planie: Anna Grycewicz (Kobieta). Fot. Krzysztof Bieliński

Warszawski spektakl, będący tragiczną przypowieścią o ludzkich instynktach i niemożności spełniania naszych pragnień, opowiadany poza sekwencją jarmarczną (świetnie ustawiona przez Leszka Bzdyla scena kręcącego się korowodu, która pokazuje ogłupiający triumf pędzącego świata) i koszarową bez zgiełku, stawia bardzo wiele ważnych i ciężkich pytań, szczególnie tych, dotyczących wartości, reguł i norm rządzących porządkiem naszego świata, naszej wiary i jej anihilacji, naszych dążeń do nieskazitelności, a także tych pojawiających na styku kultura – natura. To inscenizacja niezwykle mądra, z którą nawiązujemy kontakt i dialog, do tego charakteryzująca się wewnętrznym porządkiem i dyscypliną formalną, które wsysają widza w wielowymiarową oraz wieloznaczną rzeczywistość przedstawianą i nie pozwalają jej opuścić. Inkrustując tekst Büchnera prostą i symboliczną baśnią Andersena o ślimakach oraz zatrważającymi proroctwami Mariusza Benoita jako Dziada, reżyser nie rozsadza klasycznej osnowy dramatu, a czyni go jedynie jeszcze bardziej współczesnym. [...] Naprawdę warto zobaczyć ten spektakl, porywający jakąś trudną niekiedy do zwerbalizowania tajemnicą, choć na pewno do łatwych nie należy, zmierzyć się z jego apokaliptycznymi obrazami, by usłyszeć pośród nich nie tylko głos cierpiącego Woyzecka, ale może i odnaleźć swój własny czysty ton i weń też uwierzyć?” –  dzieli się swoimi uwagami Wiesław Kowalski w portalu Teatr dla Wszystkich. Czytaj więcej → 

Woyzeck Georga Büchnera, w reżyserii Piotra Cieplaka, jest niepokojącą baśnią, podwórkową, szemraną balladą o Apokalipsie, której wersety wyśpiewuje ukryty w głębi sceny Dziad (Mariusz Benoit), przy akompaniamencie akordeonu. To opowieść o końcu świata, zmierzchu wartości. Innego końca świata nie będzie – zdają się mówić twórcy spektaklu. To opowieść o wątpliwościach, o sytuacjach, w których pragniemy zbawienia, a nie umiemy się modlić [...] Opowieść o zwyczajnym żołnierzu – fryzjerze, który jest trybikiem w wojskowej machinie, i na którym bezduszny Doktor (Paweł Paprocki) przeprowadza okrutne eksperymenty, patrząc na jego cierpienie i upadek okiem już nawet nie badacza – a cyborga i zbrodniarza w białych rękawiczkach – nie kojarzy się z dramatem romantycznym, a język płynący ze sceny jest jeszcze bardziej wulgarny niż w oryginale. Twórcy jednak wydają się być wierni duchowi tekstu Büchnera. Tekstu, który, przypomnijmy, nie został ukończony (jedynie przez edytorów), i w którym kolejność scen nie jest pewna. Nastrój zezwierzęcenia, polowania, upadku człowieczeństwa jest w tej historii tak dojmujący, że zestawiona z nią również mroczna, złowróżbna baśń Andersena o ślimakach odizolowanych od świata w łopianowej krainie, które marzą o końcu swego ślimaczego żywota na srebrnych półmiskach, opowiadana ciepłym, magicznym głosem przez Sławomirę Łozińską (Babcię), wydaje się niemal pogodna. To właśnie Babcia, przygarniająca w końcu dziecko Marii i Woyzecka, staje się ostatecznie narratorem obu dziwnych, wieloznacznych, niedopowiedzianych historii Szczęśliwej rodziny Andersena (co jest pomysłem twórców) i swoistej «kroniki kryminalnej» Büchnera, z małego, pruskiego miasteczka.
Scena zbiorowa, po lewej Grzegorz Kwiecień (Kaznodzieja). Fot. Krzysztof BielińskiNiezmiernie ważna, jak zwykle w przedstawieniach Cieplaka (np. Nieskończonej historii), jest tu warstwa muzyczna, dźwiękowa – ta polifonia, która jest wielkim atutem spektaklu. Sceny zbiorowe to niemal zawsze sceny z chórem – żołnierze śpiewają myśliwskie i koszarowe pieśni przechodzące w zwierzęce odgłosy (w pewnym momencie nad głowami żołnierzy pojawiają się świecące poroża), a szalona, rozśpiewana i roztańczona cyrkowa trupa – tu jakby rodem z upadającego rzymskiego imperium – zwiastuje zmierzch sztuki. Ponadto Maria śpiewa smutne quasi kołysanki swemu nieślubnemu dziecku, w których jest silny dysonans między tekstem (np. Żołnierze to chłopcy na schwał), a molową melodią. Żołnierze ćwiczą, demonstrując swoją męskość, siłę i sprawność” – pisze Zuzanna Liszewska-Soloch w portalu Teatrologia.info. Czytaj więcej →   

Woyzeck w Teatrze Narodowym to spektakl niełatwy, niejednoznaczny, wymagający refleksji. Bardziej zadaje pytania o kondycję współczesnego człowieka, niż daje gotową odpowiedź. Każda inscenizacja Woyzecka stawia przed reżyserami szczególne wymagania, ale też daje im szczególną szansę wypowiedzi. Georg Büchner bowiem nie tylko nie ukończył dzieła, ale nawet nie ponumerował kart rękopisu. Teatr Narodowy ma wyjątkowe zasługi w propagowaniu twórczości tego artysty. Wystarczy wymienić inscenizację Lenza i Śmierci Dantona zrealizowane przez Barbarę Wysocką czy Leonca i Leny Barbary Sierosławskiej. Powierzenie reżyserii Woyzecka Piotrowi Cieplakowi pozwoliło mieć nadzieję, że powstanie rodzaj współczesnego moralitetu. Tak rzeczywiście się stało. [...] W zachowanych fragmentach rękopisu George Büchner wprowadził też postać babci, cytującej fragmenty bajki. Piotr Cieplak, korzystając z tego pomysłu, zastępuje tamte strzępki mało znaną baśnią Jana Christiana Andersena. Baśń Szczęśliwa rodzina w znakomitej interpretacji Sławomiry Łozińskiej nadaje przedstawieniu wymiar metafizyczny. A spektakl wprowadza na wyżyny poezji” – ocenia Jan Bończa-Szabłowski w „Rzeczpospolitej”, (recenzja także w portalu e-teatr). Czytaj więcej →  

„Inscenizacja Woyzecka Georga Büchnera w warszawskim Teatrze Narodowym to dla mnie jedno z najbardziej kontrowersyjnych, ale i mobilizujących do myślenia przedstawień ostatniego czasu. Przy czym kontrowersja powstaje w dużej mierze w mojej własnej głowie.
Zacznę od tego, że to świetna teatralna robota potwierdzająca dużą wyobraźnię reżysera Piotra Cieplaka i profesjonalizm zespołu, który to przedstawienie przyrządził. [...] Niezwykły jest sam dramaturgiczny pomysł Büchnera, pozbawiony romantycznego patosu, dziwnie nowoczesny, miejscami pasujący bardziej do kolejnych epok literackich. Tytułowy Woyzeck, golący swojego Kapitana ordynans, więc żołnierz, to ktoś udręczony, pogardzany, może nawet lekko upośledzony. I to kogoś takiego wybrał młody poeta na bohatera dramatu na miarę szekspirowską. Dramatu, któremu Cieplak nadał postać katastroficznej wizji. Dziejącej się na tle ascetycznej, niezwykle sugestywnej dekoracji Andrzeja Witkowskiego. I przetykanej gęstym, wielorakim komentarzem muzycznym, łącznie z piękną symfonią Jana Duszyńskiego. Wizji, w ramach której patos ewangelicznej Apokalipsy recytowanej przez Mariusza Benoit do świetnego akompaniamentu Jakuba Gawlika zderza się z pogodnym okrucieństwem fragmentów tekstu Jana Christiana Andersena o rodzinie ślimaków”.
„...sami autorzy inscenizacji, reżyser i dyrektor Narodowego Jan Englert przekonywali po premierze, że zaletą tego przedstawienia jest brak prostego, publicystycznego morału. Cieplak porównywał Woyzecka do wiersza, którego nie da się wprost wytłumaczyć, bo trzeba go czuć. I przyznam, że ja sam sporo poezji w tym przedstawieniu znalazłem. Ona była w muzyce, w choreografii, w komponowaniu scen zbiorowych, ale i w niektórych dialogach. Przede wszystkim w swoistej czułości, jaką dedykuje się zarówno Marii z jej nieślubnym dzieckiem, jak i głównemu bohaterowi. Ona jest w klimacie okrutnej przypowieści, wręcz bajki, która wyziera nie tylko z historyjki o ślimakach, ale choćby z biblijnych recytacji Dziada – Mariusza Benoit” – dzieli się swoimi odczuciami Piotr Zaremba w Polska Times online. Czytaj więcej →

„Scena halucynacji była tak nieprawdopodobna, że nie mam pewności, czy doktor aby na pewno niczego więcej nie dodawał do stricte strączkowej diety Woyzecka... Czy naprawdę groch – pośrednio a może bezpośrednio – doprowadził naszego bohatera do zabójstwa Marii? A jej wiarołomstwo – można wybaczyć czy nie? A od przeznaczenia można uciec czy też – nic się nie da zrobić i należy mu się podporządkować? [...] Choć to piękny i wspaniale zagrany spektakl – uprzedzam, że nie dla każdego. Jeśli bowiem nie ma w waszym życiu miejsca na choćby gram pewnej takiej melancholii, jeśli wyrośliście już z baśni albo nigdy nie były wam potrzebne, nie macie radości w stąpaniu między jawą a snem, darujcie sobie, nie tu i nie to. O czym jest zatem to przedstawienie? Zwracam uwagę na rozpoczynającą przedstawienie kluczową scenę – mamy oto próbę czytaną, czy też próbę mikrofonu, z efektów której reżyser nie jest zadowolony, więc aktorzy ją poprawiają. Ta scena jakoś ucieka, bo i grana jest przy zapalonych jeszcze na widowni światłach i robi wrażenie jakiejś wprawki, tymczasem, gdy sobie przypomniałem o niej już po kurtynie, po oklaskach, ten oniryczny świat zdumiewająco matematycznie mi się uporządkował” – pisze Rafał Turowski na swoim blogu rafalturow.ski. Czytaj więcej →     

„Świetnie udało się stworzyć na scenie duszny i przytłaczający kosmos prowincjonalnego garnizonu, z jego rytuałami, rutynami i układem zależności. A nawet ze świętem i ekscesem w postaci kuriozalnego występu objazdowego cyrku. Ten specyficzny świat staje się znakomitym laboratorium badania samopowielającej się systemowej przemocy: musztry, polowania, uprzedmiotawiania kobiet, katowania zwierząt. To przemoc, przyczyna zbrodni, staje się głównym tematem spektaklu” – zauważa Przemek Gulda na instagramowym profilu guldapoleca. Czytaj więcej →

Cieplak po raz kolejny zaprasza nas do brutalnego świata, który sypie się i cierpi na melancholię. Tę katastrofę ubiera w baśń, opowieść będącą przestrogą przed zbyt szybko pędzącą przyszłością. Nie ogranicza się w tej wyobraźni razem z Andrzejem Witkowskim, autorem scenografii. Dostajemy tu chociażby scenę karnawału, rewii pełnej dziwolągów, postaci wyciągniętych rodem z filmów Federico Felliniego. Zresztą nie bez powodu przywołuje włoskiego mistrza kina, mawiał on bowiem, że sny i nasza wyobraźnia są jedną rzeczywistością. I wydaje się, że teatr Cieplaka śmiało można podpisać pod tą dewizą. W doskonałym Woyzecku buduje wiele perspektyw, puszczając do widza feerię metafor czy symboli. Do Büchnera dołącza chociażby przypowieść o ślimakach żyjących w łopianowym lesie zaczerpniętą z Andersena czy fragmenty Apokalipsy św. Jana. Nie jest to teatr, który da się ułożyć od razu, to propozycja, która wymaga od widza nieustającego myślenia. Prowokuje naszą to coraz bardziej ograniczoną wyobraźnię. I chwała za to Cieplakowi, który przywraca tym spektaklem wiarę w teatr zbudowany na tekście, wyobraźni i zespole. Jak pokazuje historia Woyzecka w tym świecie, który znamy to rzadkość. Jeden z najważniejszych spektakli Teatru Narodowego w ostatnich latach” – stwierdza Jacek Górecki w swoim dzienniku na Instagramie. Czytaj więcej →  

O kreacjach aktorskich: 

„Szalenie ciekawie poprowadził Cieplak w tej «balladzie tragicznej» swoich aktorów. Zuzanna Saporznikow jako Maria jest dziewczyną raczej zamkniętą w sobie i tak też przeżywa swoje rozżalenie wobec koszmarnego życia, bardzo łatwo odnaleźć w jej zachowaniu tlącą się gdzieś w sercu tkliwość, która jest przepełniona  liryzmem, melancholią, delikatnością i młodzieńczą zmysłowością. Jeśli jest w niej jakaś determinacja, to całkowicie pozbawiona drapieżności. Równie ciekawie wybrzmiewa tytułowa postać w interpretacji Cezarego Kosińskiego [...]. To bohater jakby porażony bezsilnością, ekspresyjnie zdegradowany, bez wewnętrznego żaru, w swej nieśpieszności całkowicie zagubiony i przytłoczony rzeczywistością, która jest mu zupełnie obca, ale na pewno nie naiwny, pozbawiony też znamion obłąkania (piękna scena z jego przyjacielem Andrzejem wyraźnie to pokazuje – bardzo dobra, przejmująca naturalnością, rola Bartłomieja Bobrowskiego), a jedynym czynem, jaki podejmie w finale wobec potwornej, głupiej, ociemniałej i głuchej rzeczywistości, będzie zabójstwo jego ukochanej – powtórzone kilkakrotnie delikatne zwarcie dwóch ciał staje się przejmującym aktem nie zemsty za niewierność ukochanej, ale swoistej obrony wobec bezgranicznej utraty poczucia jakiegokolwiek sensu otaczającego świata, niemożności znalezienia w nim nie tylko azylu, ale logicznego porządku i właściwej hierarchii wartości. Nie mniej wyrazistych bohaterów, a przy tym jakże groźnych, tworzą ci, którzy nim poniewierają – Oskar Hamerski jako Tamburmajor jest zdolny do największego upokorzenia człowieka, byle go zniszczyć i sobie podporządkować, Jerzy Radziwiłowicz (u Bradeckiego w Starym Teatrze w 1986 roku grał Doktora) jako Kapitan mistrzowsko wygrywa znikomość swojej zacności i dojrzałości, a także artykulacyjną niemoc, która się wkrada podczas spotkań z Woyzeckiem; wreszcie Paweł Paprocki jako okrutny Doktor, czyli ten, dla którego człowiek jest tylko zbiorem organów, a nie indywidualnym osobowościowo bytem, myślącym i świadomym, dla niego takie atrybuty człowieczeństwa jak dobro, litość, miłosierdzie czy empatia po prostu nie istnieją” (Wiesław Kowalski, Teatr dla Wszystkich). Czytaj więcej →  

Na pierwszym planie: Cezary Kosiński (Woyzeck), Zuzanna Saporznikow (Maria), na drugim planie: Robert Jarociński (Zygmunt Żółty Ptak), Bartłomiej Bobrowski, Grzegorz Kwiecień (Koń), Ewa Konstancja Bułhak (Kobieta z Brodą). Fot. Krzysztof Bieliński„Główny bohater grany przez Cezarego Kosińskiego jest właśnie takim «najmniejszym człowiekiem», bezbronnym i nadwrażliwym – kimś, kogo można by nazwać «prostaczkiem bożym». Jego prostolinijność, otwartość i szczerość stoi w zdecydowanej sprzeczności z regułami, które rządzą światem. Także tym współczesnym, ponownie zmilitaryzowanym. Oto każdy mężczyzna musi codziennie zdawać egzamin ze swej męskości, uczestnicząc w musztrach prowadzonych pod okiem bezwzględnego Tamburmajora (Oskar Hamerski). W takim bezrefleksyjnym świecie nie ma miejsca dla Boga, nie ma czasu na wiarę – jest tylko czas na puste rytuały” (Jan Bończa-Szabłowski, „Rzeczpospolita” /recenzja także w portalu e-teatr).  Czytaj więcej →    

„Możliwe, że zbyt jednostajna koncepcja postaci Woyzecka, bardziej przedmiotu niż podmiotu, nieco osłabiła siłę perswazyjną samego Cezarego Kosińskiego. Ale jest to aktor, który umie wzruszyć samym tylko zgarbieniem pleców czy grymasem ust. Który gra pięknie swoją obecnością. Ten spektakl miał trzy wielkie role. Demenciejący Kapitan w wykonaniu Jerzego Radziwiłowicza staje się wieszczem jakiejś strasznej prawdy o świecie. Apostołem pogubionego, ale też chwilami wciąż krzepkiego i brutalnego pesymizmu wobec ludzkiej natury. Doktor Pawła Paprockiego to znowu ktoś więcej niż szurnięty, a zarazem cieszący się społecznym respektem, władczy manipulator. To chwilami niemal diabeł. Wreszcie Benoit – tu trudno mówić o komplikacjach w konstruowaniu postaci. Jest za to groza zawarta w głosie, w mowie ciała, w mimice. Zabierałbym adeptów sztuki aktorskiej aby się od nich uczyli, choć pewnych rzeczy nauczyć nie sposób. Starzy mistrzowie są wybrańcami Boga. 
Dobrą decyzją było powierzenie roli Marii młodziutkiej Zuzannie Saporznikow, studentce V roku Akademii Teatralnej. W pełni dźwiga ona rolę trudną, bo zachęcającą do skręcenia w melodramatyczną manierę. Unika tego, jest taka jak być powinna. Także Tamburmajor Oskara Hamerskiego, okrutny paw chełpiący się własną brodą, wtedy jeszcze noszoną w wojsku, jest dokładnie taki jak trzeba.  Zespołowość święci tu triumfy. Małe rólki stają się perełkami. Tak jest choćby z Babą z Brodą w scenie cyrkowej w przebojowym wykonaniu Ewy Konstancji Bułhak. Robertowi Jarocińskiemu zaś wystarczy sam głos, żeby uczynić popis z epizodu Żółtego Ptaka Zygmunta, jest bowiem opakowany w przebranie. Będę pamiętał Kamila Mrożka jako groteskowego Człowieka z Mandżurii i jako sprzedawcę broni, Bartłomieja Bobrowskiego jako zgaszonego, a potem przerażonego Andrzeja, jedynego kolegę Woyzecka. Błyska też Grzegorz Kwiecień w roli ekspansywnego, biologicznego zapiewajły w scenie myśliwskiej. Jeszcze jednego nazwiska pominąć się nie da. Sławomira Łozińska opowiada bajkę o ślimakach mając do dyspozycji jedynie własny głos i kawałek sceny. Jest wzruszająca” (Piotr Zaremba, Polska Times online). Czytaj więcej →    

Woyzeck w wykonaniu Cezarego Kosińskiego nie pasuje do przepełnionego testosteronem otoczenia, jest osamotniony, nikt nie rozumie jego niepokojów i katastroficznych wizji – nawet jego przyjaciel i powiernik Andrzej (Bartłomiej Bobrowski). Franek, jak nazywa go Maria, jest szarym człowiekiem, kozłem ofiarnym, nad którym znęca się Doktor, Tamburmajor (Oskar Hamerski), i cierpiący na apopleksję kapitan (Jerzy Radziwiłowicz). Woyzeck «za dużo myśli», ratuje kota, rzuconego z wysokości przez Doktora, wciąż «bębnią na apel», a on widzi «dym od ziemi jakoby z pieca». Kapitan, siedząc na wózku inwalidzkim, przypominającym również fotel fryzjerski lub dentystyczny, w półśnie, chorobie, niemocy, z trudnościami z mówieniem, strzela do ptaków w pauzach swoich monologów o moralności. [...] Franciszek Woyzeck na wszystko odpowiada ze spokojem: «Tak jest, panie kapitanie». Wbrew temu, co o nim mówią, nie sprawia wrażenia, że spieszy się gdziekolwiek. Jest w nim pozorny spokój. Jednak mimo intuicji, co jest naprawdę dobre, a co złe, której brakuje innym postaciom, wypowiadającym się o moralności czy człowieczeństwie, mimo ogromnej wrażliwości, Woyzeck wydaje się wewnątrz wypalony, martwy.  
Mógłby być nie tylko żołnierzem, ale także aktorem czy urzędnikiem, przynoszącym do domu skrupulatnie każdy grosz, dopóki nie porwie go prawdziwy gniew, zazdrość, a dotychczasowe życie stanie się nie do zniesienia. Ludzie, którzy go otaczają, są uzależnieni od zabijania i przemocy. Woyzeck – ewangeliczny grzesznik, «dobry człowiek», ale także pogardzany, wyszydzany, wyobcowany, manipulowany – zaraża się złem. Jednocześnie symbolika militarna i myśliwska – wojskowe buciory, broń, nóż, poroża – odgrywają w spektaklu, będącym ostrzeżeniem przed tym, dokąd zmierza ludzkość uważająca się za Boga – istotną rolę. [...] Maria w wykonaniu Zuzanny Saporznikow ma w sobie wiele niewinności, choć fascynuje ją zło i prymitywna siła reprezentowana przez Tamburmajora. To ona jest bohaterką tragiczną, to ona jest kobietą z Ewangelii, w którą za chwilę będą rzucać kamieniami. Choć jej zdrada Woyzecka z Tamburmajorem bardziej przypomina gwałt, a Maria ma wyrzuty sumienia, to jednak w jej uszach błyszczą przecież złote kolczyki (prezent od Tamburmajora), a włosy (tak ważne w dramacie) – rozpuściła prowokacyjne. Próbuje się modlić. Niemal nie rozstaje się z wózkiem, w którym usypia dziecko. Idzie z Woyzeckiem w odludne miejsce, gdzie czeka ją śmierć z rąk ukochanego (Zuzanna Liszewska-Soloch, Teatrologia.info). Czytaj więcej →   

Na zdjęciach Woyzeck Georga Büchnera w reżyserii Piotra Cieplaka. Fot. Krzysztof Bieliński
od góry:
1. Na pierwszym planie: Zuzanna Saporznikow (Maria), Cezary Kosiński (Woyzeck), na drugim planie: Ewa Konstancja Bułhak (Kobieta), Joanna Kwiatkowska-Zduń (Małgorzata), Kinga Ilgner (Kobieta), Anna Grycewicz (Kobieta)
2. Na pierwszym planie: Cezary Kosiński (Woyzeck), Oskar Hamerski (Tamburmajor), na drugim planie: Anna Grycewicz (Kobieta)
3. Scena zbiorowa, po lewej Grzegorz Kwiecień (Kaznodzieja)
4. Na pierwszym planie: Cezary Kosiński (Woyzeck), Zuzanna Saporznikow (Maria), na drugim planie: Robert Jarociński (Zygmunt Żółty Ptak), Bartłomiej Bobrowski, Grzegorz Kwiecień (Koń), Ewa Konstancja Bułhak (Kobieta z Brodą).

Korzystając z serwisu internetowego Teatru Narodowego akceptujesz zasady Polityki prywatności oraz wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Plik cookie możesz zablokować za pomocą opcji dostępnych w przeglądarce internetowej. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookie, kliknij tutaj