Aktualności

Na początku jest… tęsknota. Rozmowa z Anną Gryszkówną

Anna Gryszkówna pracuje nad młodopolskim dramatem Stanisława Przybyszewskiego. Premiera Śniegu→ odbędzie się 12 marca na scenie Studio.

„W Śniegu, w pułapce zamknięcia, bohaterowie «uruchamiają się» ze swoją mową ciała, wrażliwością, intuicją, traumami i ukrywanymi pragnieniami – mówi reżyserka. – Tęsknota jest uczuciem bliskim każdej z postaci, a jednocześnie dla każdej z nich jest czymś innym. Każe dostępować kolejnych poziomów wtajemniczenia”.

Próby do ŚNIEGU: Patrycja Soliman (Ewa), Anna Gryszkówna – reżyserka, Henryk Simon (Kazimierz). Fot. Krzysztof BielińskiJaki magnes przyciągnął Cię do młodopolskiego świata?

Pierwszym spektaklem, który uruchomił moje myślenie na ten temat, był Mężczyzna Zapolskiej w 2018 roku, w Teatrze Dramatycznym. Zobaczyłam wówczas, że w dramatach modernistycznych jest ogromny materiał dla aktorów – przeciekawa opowieść psychologiczna, świetnie zaobserwowane relacje damsko-męskie. Mnie w teatrze najbardziej intryguje to, co dzieje się między ludźmi, między kobietą a mężczyzną. Stwierdziłam, że warto sięgnąć do tych zapomnianych utworów, które reżyserzy w jakiś sposób wyparli – być może ze względu na język. Czasami, z dzisiejszej perspektywy, mogą się nam one wydać ramotą – jednak wcale nią nie są. Jeśli chce się dokopać do istoty tego, co dzieje się między ludźmi, te teksty okazują się bardzo nośne i aktualne.

Na początku pracowałaś nad językiem?

Przybyszewszczyzna… tak naprawdę w procesie adaptacji wystarczyło zweryfikować liczbę przymiotników. Składnię pozostawiłam stricte młodopolską i okazało się, że ten język – oskórowany z nadmiaru, z modernistycznego przepychu – jest bardzo aktualny; nie razi, nie uwiera, nie szeleści papierem, aktorzy znakomicie się nim posługują.

Legenda Przybyszewskiego i jego skandalizujący życiorys towarzyszyły Ci podczas pracy nad przedstawieniem? Może pojawiały się inne inspiracje związane z tym okresem?

Przede wszystkim fascynuje mnie postać Dagny Juel, żony Przybyszewskiego. Dagny jest dla mnie symbolem  kobiecości. Myślałam, czy nie zająć się jej dramatami – i pewnie już niedługo przyjdzie na to czas.
Natomiast postać Przybyszewskiego, jego relacje z kobietami, ogromny mizoginizm i szowinizm są dla mnie ciekawym zagadnieniem i punktem wyjścia do dyskusji. W spektaklu próbuję rozmawiać z Przybyszewskim i uchwycić to, co on intuicyjnie przeczuwał, ale czego nie zapisał. Uwalniając się od myślenia mizoginistycznego czy szowinistycznego, można dostrzec, że jego dramaty stwarzają ogromną przestrzeń dla kobiet i ich świata. Jest tutaj zapisana także historia ich emancypacji – wychodzenia spod przemożnego wpływu mężczyzny-demiurga. To fantastyczna przygoda i wyzwanie.
Zresztą przy pisaniu Śniegu Przybyszewski bardzo mocno inspirował się dramatem Dagny Krucze gniazdo. Sam go przetłumaczył i powiem bez ogródek – moim zdaniem jest w Śniegu sporo wątków, które po prostu ukradł, rozwinął je – czasem lepiej, czasem gorzej. Teraz powstaje  nowy przekład – w tłumaczeniu Aleksandry Weder Sawickiej dramat nosi tytuł Krukowisko. Dla mnie w pracy nad przedstawieniem ważne były świat i sceneria nordycka stworzona przez Dagny. Na Śnieg spoglądam także z perspektywy Strindberga i Ibsena; odnajduję w nim na przykład wiele punktów wspólnych z Rosmersholmem czy Norą. Mroźna, zimowa opowieść Przybyszewskiego jest dla mnie pendant do dramatów skandynawskich.

A w jakim krajobrazie rozegra się Śnieg na scenie Studio?

Mam wrażenie, że to konsekwencja kwarantanny – zamknięcia ludzi w jednej przestrzeni, w której są na siebie skazani. Tworzy się wówczas rodzaj opresji. Bohaterowie Śniegu – czwórka postaci ze świata rzeczywistego i jedna ze świata metafizycznego – są trochę jak egzotyczne kwiaty, pozostają zatrzaśnięci w dusznej przestrzeni oranżerii, a poza nią jest lodowa pustynia… Każde wyjście na zewnątrz jest więc dla bohaterów ogromnym wysiłkiem i wyzwaniem. A jednak natura zakrada się do ich świata. W dramacie Przybyszewskiego mamy kominek, ogień; ja ten kominek zastąpiłam naturą – śniegiem i lodem.

Próby do ŚNIEGU: Dominika Kluźniak (Bronka). Fot. Krzysztof BielińskiU Przybyszewskiego śnieg ciągle pada, kumuluje się, emocje bohaterów narastają, na zewnątrz jest też staw, który skrywa tajemnicę…

Staw jest miejscem transgresji. Kiedy Ewa i Bronka – kobiety, które przechodzą proces emancypacji – docierają nad staw, stają wobec możliwości przekroczenia, wyjścia ku innej rzeczywistości, wyzwolenia.

Pragną czegoś nowego… w dramacie często powtarzają się słowa „tęsknota” i „nuda” – czy znajdą odbicie w inscenizacji?

„Tęsknota” – słowo rzeczywiście bardzo często pojawia się w Śniegu – jest uczuciem bliskim każdej z postaci. Jednocześnie dla każdej z nich jest czymś innym. Tęsknotę zdefiniowaliśmy jako brak. Brakować może różnych rzeczy: tak pieniędzy, jak i wolności. To może być też moment, kiedy mężczyzna i kobieta, żyjący ze sobą dłuższy czas pod jednym dachem, patrzą sobie w oczy i przekonują się, że są już innymi osobami z diametralnie różnymi potrzebami i oczekiwaniami. Kiedy człowiek odczuwa brak, pojawia się dążenie, związane z niedosytem i utajonymi pragnieniami. Przerwać nudę, stagnację. Już nie jesteśmy w stanie zatrzymać się w jednym punkcie, musimy pójść dalej. Wyrastamy z naszej poprzedniej skóry, stajemy się innymi ludźmi. Tęsknota każe nam dostępować kolejnych poziomów wtajemniczenia. Następuje ewolucja duchowa, czy intelektualna.
Bardzo chciałam porzucić myślenie o postaci: dobra – zła, szlachetna – nieszlachetna, uczciwa – podła. Nie ma łatwych ocen. Nie można powiedzieć, że Bronka jest ofiarą, a Ewa katem, że Tadeusz jest prowokatorem opresji, a Kazimierz z kolei dobrym duchem, który to wszystko koi. To o wiele bardziej niejednoznaczne.

W jaki sposób pracujesz z aktorami nad tymi sprzecznościami?

Cieszę się z tego pytania. Dążę do własnej metody pracy z aktorem. Od początku w próbach towarzyszy nam Anna Szulc-Rudzińska, psycholożka i psychoterapeutka. Wspólnie z Anią próbowałyśmy użyć różnych narzędzi terapeutycznych, aby pogłębić rozumienie psychologii postaci. Skupiłyśmy się na dokonaniach Franza Rupperta, niemieckiego profesora psychologii, który stworzył własną metodę pracy z traumą: pracę w tak zwanym polu morfogenetycznym. Dzięki odkryciom Rupperta możliwe stało się – poprzez doświadczenie, a nie jedynie analizę intelektualną – poznanie głębokich struktur psychicznych człowieka, odkrywanie jego prawdziwej tożsamości. Staramy się wspólnie z aktorami odkrywać informacje, które nie zostały wprost zapisane w dramacie, a są niezwykle istotne, pozwalają zrozumieć złożone relacje między bohaterami i targające nimi konflikty. W  tym procesie biorą udział wszyscy, nie tylko odtwórca danej roli.
Metoda daje możliwość nawiązania kontaktu z graną postacią – choćby poprzez pytania i precyzowanie odpowiedzi. Poznanie dokonuje się poprzez analizę reakcji, przyglądanie się wątpliwościom i lękom. Oczywiście – podkreślam – postaci, a nie aktora. Aktor swoją rzeczywistość prywatną zostawia w garderobie.

Próby do ŚNIEGU: Dominika Kluźniak (Bronka), Oskar Hamerski (Tadeusz), Patrycja Soliman (Ewa), Anna Gryszkówna – reżyserka. Fot. Krzysztof BielińskiChciałabyś tę metodę rozwijać?

Na początku byłam ogromnie sceptyczna, jestem straszną racjonalistką… Ale muszę przyznać, że to działa. Uruchamia wyobraźnię, aktorzy, pracując zespołowo, dużo szybciej dochodzą do wspólnych wniosków. ­Dominika Kluźniak gra Bronkę, ale Bronkę może zagrać i ten, kto gra Tadeusza, i ten kto gra Kazimierza, i Ewa może stać się na chwilę Bronką – horyzont się poszerza. Widzę swoją postać oczami innych ludzi. Mogę to przyjąć, mogę odrzucić, ale na palecie pojawiają się różnorodne barwy. W Śniegu, w pułapce zamknięcia bohaterowie „uruchamiają się” ze swoją mową ciała, wrażliwością, intuicją, traumami i ukrywanymi pragnieniami.



Jak dzisiaj o tej naznaczonej tęsknotą ludzkiej duszy opowiadać? Dla Przybyszewskiego dusza była odbiciem absolutu.

Myślę, że dostaliśmy pewien rodzaj podarunku. Lockdown spowodował, że człowiek miał więcej czasu, żeby spędzić go z sobą samym. Można było zacząć weryfikować, zadawać pytania: kim jestem? jaki jestem? czego chcę? Tak naprawdę. Czy nuda spowodowana zamknięciem w domu powoduje, że dostaję depresji, czy okazuje się, że mnie inspiruje. Rozmowa o duchowości nabrała nowego znaczenia. Weryfikujemy po prostu okoliczności, bo mamy na to czas.
W spektaklu czas jest także istotny. On biegnie koliście, cyklicznie, nielinearnie. W przedstawieniu pojawi się, pochodząca z Metamorfoz… Apulejusza, modlitwa do bogini Izydy, mówiąca o prapoczątku, którego istotą jest kobieta. Padną słowa z Księgi Koheleta. Śnieg pada, topnieje, uwalnia coś, co leżało pod nim i dzieje się tak… wiecznie…

Na zdjęciach: próby do Śniegu Stanisława Przybyszewskiego. Fot. Krzysztof Bieliński
Od góry:
– Patrycja Soliman (Ewa), Anna Gryszkówna – reżyserka, Henryk Simon (Kazimierz)
– Dominika Kluźniak (Bronka)
– Dominika Kluźniak (Bronka), Oskar Hamerski (Tadeusz), Patrycja Soliman (Ewa), Anna Gryszkówna – reżyserka

Rozmawiała: Monika Mokrzycka-Pokora (materiał własny Teatru; w przypadku publikacji fragmentów prosimy o podanie źródła) 

 

Strona przedstawienia Śnieg

premiera: 12 marca 2021, godz. 19:00, scena Studio

Korzystając z serwisu internetowego Teatru Narodowego akceptujesz zasady Polityki prywatności oraz wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Plik cookie możesz zablokować za pomocą opcji dostępnych w przeglądarce internetowej. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookie, kliknij tutaj