Aktualności

Brazylia na Wierzbowej. Rozmowa z Marcinem Hycnarem

Co najbardziej zafrapowało Pana w Opowiadaniu brazylijskim?

Na pierwszej próbie powiedziałem aktorom, że robimy „Czechowa w Brazylii”. Ukułem takie robocze hasło. Są tutaj bowiem bardzo wyraźne nawiązania do dramaturgii rosyjskiego autora i jego bohaterów. Nie tylko w sensie fabularnym, choć niektóre motywy istotnie powtarzają się, ale także jeśli chodzi o pewien klimat i nastrój. Zaciekawiła mnie ta paralela między Iwaszkiewiczem a Czechowem, która, jak dotąd, nie była ani mocno podkreślana, ani szeroko dyskutowana. Poza tym, ciekawa rzecz, jest to opowiadanie bardzo mało znane, nawet wśród osób, które Iwaszkiewicza sporo czytały. Opowiadanie brazylijskie jest intrygującą historią o ludziach, którzy nie są zbytnio usatysfakcjonowani życiem, za czymś tęsknią. Poza tym „zaplątują się” w relacje z innymi i te związki są zazwyczaj skazane na niepowodzenie. Każdy z nich próbuje być szczęśliwy na swój sposób, czasem to się udaje… na chwilę.

Opowiada Pan o polskiej emigracji w Brazylii. Czy ten egzotyczny świat jest przyjazny, a może niebezpieczny, groźny…?

Odwołując się do hasła „Czechow w Brazylii”, chciałbym podkreślić, że oba jego elementy są dla mnie bardzo istotne. Chcielibyśmy, by widzowie mieli poczucie, że zanurzają się w nowej rzeczywistości… A więc Brazylia… to fascynująca przyroda, flora i fauna. W tym opowiadaniu istotną rolę pełnią zwierzęta, mają znaczenie symboliczne, poza tym ich losy są bezpośrednio powiązane i splecione z historią bohaterów. Córka autora, pani Maria Iwaszkiewicz, z którą miałem przyjemność się spotkać, mówiła, że kiedy tata czytał w Stawisku fragmenty dramatycznej sceny ze zwierzętami, to płakał. Czy uda nam się odmalować Brazylię na Wierzbowej? Zobaczymy. Czynimy takie starania. Ten świat jest naznaczony ogromną intensywnością – zapachów, smaków, widoków, niespotykanym, osobliwym klimatem, a także pewną dusznością. To wszystko powoduje, że w ludziach uruchamiają się na co dzień skrywane pragnienia, marzenia, małe i wielkie ochoty.

Brazylijski upał staje się ich katalizatorem…

Tak, i dzieje się to w społeczności wielokulturowej i wielorasowej. Większość bohaterów jest w Brazylii od jakiegoś momentu swojego życia. Dochodzi więc do konfrontacji ich przeszłości i przyzwyczajeń z zupełnie innym światem, dalekim od korzeni. Tutaj niewątpliwie przebiega oś konfliktu – postaci są już pozornie zaaklimatyzowane w nowej rzeczywistości, czują się niby u siebie, ale przecież nie są „swoimi”, są skądś, są wciąż lekko obcy.

Czy to zderzenie kultur mocno wybrzmi?

Mnie najbardziej interesuje zderzenie człowieka z człowiekiem. Oczywiście, wynika ono z różnych uwarunkowań – pochodzenia, statusu społecznego, czy różnic kulturowych, ale międzyludzkie nieporozumienia czy konflikty mają wiele źródeł… Więc nie będzie to jedynie wypowiedź dotycząca problemów związanych z kolonializmem, ale opowieść o ludziach „utopionych” w przeróżnych okolicznościach.

Więc z jednej strony teatralny impresyjny fresk, a z drugiej psychologiczne konflikty. W pracy reżyserskiej zawsze koncentruje się Pan na pracy z aktorem.

Takie mam przyzwyczajenia i takie mam najlepsze wspomnienia z pracy jako aktor. Aktorów traktuję jak współpracowników. Staram się być dobrze przygotowany, ale jednocześnie otwarty na to, co mogą wnieść koledzy, z ich osobowościami, talentami i wyobraźnią. Poza tym nie stronię od humoru. W ogóle trudno byłoby mi robić cokolwiek bez poczucia humoru. A w przypadku Opowiadania brazylijskiego sam autor przychodzi z pomocą. Próbujemy to wykorzystać.

Wystawiał już Pan i współczesny dramat, i thriller psychologiczny, i komediodramat? Jaki teatr jest Panu najbliższy?

Niedawno czytałem słynny już tekst Piotra Cieplaka o teatrze mieszczańskim i mam takie wrażenie, że ja – w tym ostatnio pejoratywnie postrzeganym określeniu – jakoś się mieszczę. Bliższe jest mi myślenie o człowieku niż rozważania o ideach, społecznych mechanizmach, rewolucjach, czy przewrotach. I w tym sensie na scenie najbardziej ciekawi mnie opowiadanie o ludziach i ich osobistych relacjach ze sobą i światem. O ludziach – dla ludzi. Teatr opowiadanych historii. Mam taką nieśmiałą intuicję, że publiczność za tym tęskni. Ważne jest, żeby to, co robimy, było komunikatywne. Widz powinien odbierać proponowaną mu opowieść i naprawdę nie ma nic złego w tym, że on nas rozumie (śmiech).

Rozmawiała: Monika Mokrzycka-Pokora (materiał własny Teatru)

Korzystając z serwisu internetowego Teatru Narodowego wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Plik cookie możesz zablokować za pomocą opcji dostępnych w przeglądarce internetowej. Aby dowiedzieć się więcej, kliknij tutaj