Aktualności

Tylko i wyłącznie ja. NIKT inny. Rozmowa z Arturem Tyszkiewiczem

Artur Tyszkiewicz pracuje nad dramatem Hanocha Levina Nikt.
Prapremiera polska – 21 października.

„Chefec, główny bohater, chce jedynie, żeby inni ludzie zachowywali się wobec niego fair, z szacunkiem, żeby dostrzegli w nim istotę ludzką. – mówi reżyser. – I w tym sensie będzie to przedstawienie o skrajnym egoizmie”.

Próby do przedstawienia NIKT – Jerzy Radziwiłowicz (Szukra), Artur Tyszkiewicz – reżyser. Fot. Yato PhotographyTo nie pierwsze Twoje spotkanie z Levinem. Reżyserowałeś już Sprzedawców gumek, Shitza, Pakujemy manatki. Co Cię uwodzi w jego dramaturgii?

Fascynuje mnie groteskowe spojrzenie na świat; lubię groteskę, w swoich pracach często się w niej poruszam. Pociąga mnie także to specyficzne spojrzenie na człowieka, które jest zresztą tożsame z moim spojrzeniem. Levin pokazuje człowieka jako istotę, która jest zarazem i diabelska, i anielska. Istotę topiącą się w ekskrementach – to jest ważny element w jego twórczości: ciało ludzkie, które przeżuwa, wydala – a jednocześnie mającą duszę. Bo dla Levina człowiek ma duszę. Poza tym on swoje postaci po prostu lubi. Nie można także zapomnieć, że Levin był praktykiem teatralnym. Jego dramaty były pisane w trakcie prób i często korygowane na deskach scenicznych. To jest po prostu bardzo dobrze napisane. Tak, lubię teatr, który proponuje Levin – teatr aktora, nie reżysera, teatr, który daje niesłychane możliwości pokazania wykonawcy złożoności natury ludzkiej.

A Chefec, grany pod tytułem Nikt, jest tragikomedią…

Ani to komedia ani tragedia – gatunek Levinowy (śmiech). Ten tekst jest w kanonie lektur szkolnych w Izraelu. Został uznany za przełom w teatrze izraelskim, także z powodu tej niejednoznaczności gatunkowej. I po wielu latach – prapremiera odbyła się bodajże w 1972 roku – nadal ma siłę rażenia. Ale to jest potwornie trudny dramat, ponieważ jest oparty na dialogu. A to jedna z najtrudniejszych rzeczy w teatrze.

W głównej roli zobaczymy Mariusza Benoit…

Z Mariuszem Benoit pracuje się wspaniale. Zresztą przy tym spektaklu pracuję z pewnego rodzaju nieśmiałością, bo zespół aktorski jest imponujący. Cieszę się na to spotkanie, wiele się uczę. Tak się z reguły mówi, że człowiek wiele się uczy… komunał, ale w tym wypadku rzeczywiście tak jest. Zresztą dla mnie najważniejsi w teatrze są autor i aktor. Mam pewne funkcje służebne wobec autora, którego muszę zinterpretować i aktorów, którym organizuję świat. Konsekwentnie uprawiam taki teatr i się nie zmienię, bo chcę to robić szczerze. Nasza praca nad Levinem jest okazją do stworzenia afisza teatralnego jak za dawnych lat – staję przed afiszem z nazwiskami aktorów i myślę: „Boże, chciałbym ich obejrzeć na scenie. Tych aktorów w tym tytule”. Współpracujących, rozmawiających, konfrontujących się ze sobą.

Próby do przedstawienia NIKT – Krzysztof Stelmaszyk (Tejgalach), Ewa Konstancja Bułhak (Klemensea), Mariusz Benoit (Chefec). Fot. Yato PhotographyO czym będzie to przedstawienie – o potrzebie samozadowolenia, które osiąga się w ten sposób, że się kogoś poniża, by poczuć się wartościowym? Kosztem innych? Tejgalach pyta Chefeca: „No i jak tam samopoczucie człowieka, któremu gorzej niż nam?”.

Z reguły nie szukamy problemu w sobie, tylko szukamy na zewnątrz. Jeżeli nie wiedzie mi się w życiu – to może przez sąsiada, a nie dlatego że ja jestem złym mężem czy ojcem. Chcemy, by nasze przedstawienie było głosem w sprawie budowania relacji między ludźmi na zasadzie człowieczeństwa. Żebyśmy nie bali się dostrzec w drugim człowieku – człowieka. Chefec, główny bohater, chce przecież jedynie, żeby inni ludzie wobec niego zachowywali się fair, z szacunkiem, żeby dostrzegli w nim istotę ludzką. I w tym sensie będzie to przedstawienie o skrajnym egoizmie. Bo my wszyscy, według Levina, jesteśmy skrajnymi egoistami. Pracujemy więc nad opowieścią o ludziach, którzy w centrum świata postawili… siebie. Tylko i wyłącznie siebie. Nikogo innego. A taka postawa rodzi pewne konsekwencje, także takie, o których mówisz, że mogę poczuć się lepiej, jeśli komuś jest gorzej.

W dramatach Levina mocno zaznacza się lokalność, z której niepostrzeżenie wyrastają problemy uniwersalne. Co zobaczymy na scenie na Wierzbowej?

Staram się zaznaczać, że rzecz dzieje się przede wszystkim między ludźmi, a nie w Izraelu, Polsce, Francji… Ale jest jeszcze jedna istotna sprawa – Levin opowiada o ludziach, którzy mieszkają w małych, zamkniętych społecznościach. Takimi samymi prawami rządzi się małe miasteczko w Izraelu, jak i w Polsce. Najważniejsze są relacje międzyludzkie. Levin nie pisze sztuk społecznych, tylko sztuki egzystencjalne. Pisze o człowieku, a nie o miejscu. 
A na Wierzbowej zobaczymy kawiarnię Chany Czerlicz – będzie to swego rodzaju forum, na którym zderzą się racje, ludzkie chcenia, niechcenia, nienawiści, pragnienia.

Miejscami jest satyrycznie, niemal kabaretowo, z nutami melancholii, ale Levin jest jednocześnie okrutny w diagnozowaniu ludzi…

Właśnie… tworzy postaci, które są potworami, ale my te potwory lubimy. I to jest przerażające. Widzę potwora, którego powinienem nienawidzić, ale on jest dla mnie sympatyczny. Siła Levina tkwi w tym, że on nie ma chęci epatowania, nie jest dydaktyczny, za to doskonale posługuje się humorem. Miał poprzedników – na przykład Gogola; podobną „taktykę” stosowali Gombrowicz, Ionesco, Dürrenmatt. To są autorzy, którzy wykorzystują humor do walki ze złem, nie są patetyczni, nie nabzdyczają się.

A my będziemy mogli przejrzeć się w tych sympatycznych potworach?

Tak, w myśl wspomnianego tutaj Gogola: „Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!”. Jednak ważna jest subtelność. Nie będziemy snuć strasznych opowieści o tym, jak okropni są ludzie. Więc na próbach się śmiejemy, a potem zastanawiamy się, z czego tak naprawdę się śmiejemy. Przecież to takie śmieszne w gruncie rzeczy nie jest. Oczywiście na tym etapie prób śmiejemy się już coraz mniej, pojawia się gorycz.

To tekst przewrotny i prowokacyjny, był czytany jako satyra na stosunki izraelsko-palestyńskie. Jaki kontekst dla Was jest ważny?

Siedzimy na próbach, rozmawiamy i kontekst polski staje się dla nas coraz bardziej istotny. Nie trzeba być wielkim mędrcem, żeby zaobserwować, że nasze społeczeństwo mocno się polaryzuje. W ludziach uruchomiły się najgorsze emocje. W tym dramacie też jest o tym mowa – odmienność postaw rodzi agresję. I w tym sensie uważam, że to jest bardzo aktualna sztuka. Próbujemy więc odnaleźć cząstkę tych relacji, które teraz rządzą nami, Polakami.


Rozmawiała: Monika Mokrzycka-Pokora (materiał własny Teatru; w przypadku publikacji fragmentów prosimy o podanie źródła)

Strona przedstawienia Nikt prapremiera polska: 21 października, scena przy Wierzbowej im. Jerzego Grzegorzewskiego
Kolejne zaplanowane przedstawienia:
22, 24, 25, 26 października, godz. 19:00
14, 15, 16, 17 listopada, godz. 19:30
12, 13 grudnia, godz. 19:30

Na zdjęciach: próby do przedstawienia Nikt. Fot. Yato Photography
u góry: Jerzy Radziwiłowicz (Szukra), Artur Tyszkiewicz (reżyser)
na dole: Krzysztof Stelmaszyk (Tejgalach), Ewa Konstancja Bułhak (Klemensea), Mariusz Benoit (Chefec)

Korzystając z serwisu internetowego Teatru Narodowego wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Plik cookie możesz zablokować za pomocą opcji dostępnych w przeglądarce internetowej. Aby dowiedzieć się więcej, kliknij tutaj