Aktualności

Osiemdziesiąte urodziny Janusza Gajosa

23 września osiemdziesiąte urodziny obchodzi JANUSZ GAJOS, wybitny aktor teatralny i filmowy, od 2003 roku w zespole Teatru Narodowego.
Przypominamy tekst Kazimierza Kutza, napisany z okazji jubileuszu czterdziestolecia pracy artystycznej aktora w 2005 roku.

W 2004 roku Janusz Gajos wcielił się w postać Willy’ego Lomana w Śmierci komiwojażera Millera, przedstawieniu, które na narodowej scenie reżyserował Kazimierz Kutz.

W Teatrze Narodowym aktora można oglądać w monodramie Msza za miasto Arras według powieści Andrzeja Szczypiorskiego, a także w przedstawieniach światowej dramaturgii – Janusz Gajos gra rolę tytułową w Garderobianym Harwooda, Dużego Tatę w Kotce na gorącym blaszanym dachu Williamsa oraz Jonę Popocha w Udręce życia Levina.

Janusz Gajos (Duży Tata), Grzegorz Małecki (Brick). Fot. Robert Jaworski

Janusz Gajos jako Duży Tata i Grzegorz Małecki (Brick) w Kotce na gorącym blaszanym dachu Williamsa w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza.
Premiera w Teatrze Narodowym 15 listopada 2013. Fot. Robert Jaworski

Janusz Gajos. Fot. Krzysztof Bieliński

Janusz Gajos w monodramie Msza za miasto Arras według Szczypiorskiego.
Premiera w Teatrze Narodowym 21 maja 2015. Fot. Krzysztof Bieliński

Na pierwszym planie: Edyta Olszówka (Madge), Janusz Gajos (Norman), na drugim planie: Jan Englert (Sir). Fot. Tomasz Urbanek / East News

Edyta Olszówka (Madge) i Janusz Gajos w roli Normana; na drugim planie Jan Englert (Sir) w Garderobianym Harwooda w reżyserii Adama Sajnuka.
Premiera w Teatrze Narodowym 10 grudnia 2016. Fot. Tomasz Urbanek / East News

To już tak jest: kiedy przyjaciel wchodzi w swoje lata, muszą pojawiać się biograficzne pisanki. Januszowi czas się zaokrąglił, jak to z wiekiem, więc wypada wmotać swój ścieg w jego jubileuszowy obrus. Bowiem jest w polskim aktorstwie postacią znaczącą; swoją sztuką kontynuuje klasę swoich poprzedników. W dzisiejszej rzeczywistości, dość marnej dla artystów, od lat utrzymuje się w ścisłej czołówce. W przeciwieństwie do wielu swoich kolegów dobrze się trzyma w wolnorynkowych kleszczach. Nie skundlił się i nie zidiociał. Co policzone mu jest nie tylko w niebie. Mogę o nim pisać bez klajstrowania, bo nasze wzajemne konta są nienaganne: Opowieści Hollywoodu, Samobójca, Kolacja na cztery ręce, Śmierć jak kromka chleba czy Śmierć komiwojażera mogą się przyśnić niejednemu reżyserowi i aktorowi. A przecież to nikła część jego dorobku. Pan Bóg, poza talentem, dał mu jeszcze zdrowie i stosowną żonę. Czegóż więcej można chcieć od losu? Może zawsze najlepszych tekstów i reżyserów, choć i z tym jest u niego nie najgorzej.

Janusz to szczęściarz z komplikacjami. Jest przede wszystkim uparty i ta cecha charakteru pozwoliła mu zostać aktorem, chociaż robiono wszystko, żeby go do aktorstwa zniechęcić. Do szkoły zdawał i zdawał, dlatego może go w końcu przyjęli za wytrwałość. Potem złapał Pana Boga za nogi (Czterej pancerni i pies), ale popularność nie ułatwiła mu kariery, wręcz przeciwnie, nie chciano go w teatrach warszawskich. Jednak uparcie pchał się do stolicy. Nie miał łatwego wejścia w Księstwo Warszawskie. Tu po raz drugi zszargano jego poczucie godności. Te perypetie musiały w nim rozwinąć chęć odwetu. Odpędzanie hartowało jego charakter, ale służyło talentowi; inkubowało tę szczególną energię, którą przywykliśmy nazywać talentem. Talent jest tajemniczym ogniem wewnętrznym i czasem można domyślać się, jakim paliwem był podsycany. Janusz (jak podejrzewam) postanowił odkuć się za zlekceważenie jego osoby i udowodnić światu, że się nadaje. To jest bardzo dobre paliwo w zawodzie artystycznym. I nie jednemu wystarczyło do popełnienia zbrodni. Janusz pracował pokornie – tak, pokornie! – gdzie tylko się dało, i jak każdy w jego branży czyhał na okazję, by zabłysnąć. Taką okazją stało się Wahadełko Filipa Bajona; jego talent odsłonił się w tym filmie z wielką intensywnością. Dlatego kiedy przeczytałem tekst Christophera Hamptona, odniosłem wrażenie, że postać głównego bohatera jest napisana dla Janusza, choć nie znałem go wtedy jeszcze osobiście. Opowieści Hollywoodu stały się pretekstem do objawienia jego wielkich możliwości. Byłem położnym tej eksplozji, dzięki której wzbił się na orbitę, po której krążą jego najlepsi poprzednicy.

Prace z Januszem wspominam najlepiej, bo były jak te urocze praktyki z kochanką, która mało ględzi, a dużo daje.

                                                         Kazimierz Kutz (2005)











Janusz Gajos w roli Willy’ego Lomana oraz Wojciech Malajkat (Biff), Zbigniew Zamachowski (Haping) i Anna Seniuk (Linda) w Śmierci komiwojażera Millera w reżyserii Kazimierza Kutza.

Premiera w Teatrze Narodowym 16 kwietnia 2004. Fot. Michał Mrowiec

Korzystając z serwisu internetowego Teatru Narodowego akceptujesz zasady Polityki prywatności oraz wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Plik cookie możesz zablokować za pomocą opcji dostępnych w przeglądarce internetowej. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookie, kliknij tutaj