Aktualności

Recenzje „Sonaty jesiennej”

Odnotowujemy pierwsze recenzje po premierze Sonaty jesiennej→ Bergmana w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego:

Danuta Stenka (Charlotta). Fot. Krzysztof Bieliński Grzegorz Wiśniewski od lat reprezentuje niezwykle wysoki poziom teatralnego rzemiosła. Bardzo jego sztukę lubię i doceniam. Zdarzają mu się jednak takie spektakle, które rozum każe nazwać znakomitymi, a serce milczy. W Narodowym nie słuchałem rozumu, serce bowiem od razu ruszyło do tańca a takich danse macabre się nie zapomina” – pisze Tomasz Domagała na blogu domagałasiękultury.pl. Czytaj więcej →

„Dzisiaj ta siła oddziaływania przedstawień Grzegorza Wiśniewskiego jest chyba nawet jeszcze większa, a to za sprawą podjęcia współpracy ze znakomitym scenografem Mirkiem Kaczmarkiem. Jego kompozycje przestrzenne otwierają bowiem nowe płaszczyzny dla rozwiązań inscenizacyjno-interpretacyjnych i powodują, że spektakle przygotowywane w duecie zyskują na nieoczywistościach, które potęgują moc przekazu, z jaką widzowi przychodzi się zmierzyć. Tak właśnie jest z ostatnią premierą tych twórców, przygotowaną w Teatrze Narodowym w Warszawie. Sonata jesienna Ingmara Bergmana to pełna bólu podróż, którą odbywamy w rzadko spotykanej w teatrze ciszy, przy okazji rozkoszując się mistrzowską rolą Danuty Stenki. Powiedzmy jednak od razu, że podpartą świetnym partnerstwem młodziutkiej Zuzanny Saporznikow. […] W warszawskiej inscenizacji ujmuje przede wszystkim jej realizacyjna i kompozycyjna harmonia, a także konsekwencja w wydobywaniu poszczególnych tematów i wiązania ich z kreatywnością scenicznych działań. Ma to związek zarówno z traktowaniem pojawiających się za sprawą głównej bohaterki kostiumów, każdego użytego przez nią rekwizytu, czy wreszcie elementu dekoracji, którego zaistnienie w przestrzeni ma swoje głębokie uzasadnienie, również wynikające z emocjonalnego charakteru rozgrywanej sceny. [...] Ta paleta rozchybotanych nastrojów i kobiecych afektów jest w przedstawieniu Wiśniewskiego imponująca. Do tego idzie w parze z tym wszystkim, co stanowi o estetycznym wymiarze spajającym wszystko w jedną, przejmującą i mocno wzruszającą, całość” – pisze  Wiesław Kowalski w portalu Teatr dla Wszystkich. Czytaj więcej →

„...to idealnie spełnione zadanie wobec widza – konstrukcja oparta na skrajnie intensywnych emocjach, która jednak właściwie ani przez chwilę nie rozsypuje się, co często się zdarza, gdy mamy na scenie do czynienia właśnie z takimi emocjami. Dramaturgicznie to jest przez reżysera Grzegorza Wiśniewskiego konsekwentnie prowadzone od początku do samego finału. [...] Ten skandynawski chłód za każdym razem ma charakterystyczny posmak. Można o tym sporo rozmawiać, natomiast chyba liczy się zwłaszcza ta rodzinna psychologia, ukazana dojmująco, bezkompromisowo.”
„...to także próba obcowania z sobą za wszelką cenę. Ta próba, wyniszczająca, okazuje się jeszcze ostrzejsza jako proces psychologiczny. Uderzająca jest ta niemoc w nawiązywaniu dialogu, uderzająca już na gruncie samego języka” – zauważa Przemysław Skrzydelski w rozmowie z cyklu „Moroz do Skrzydelskiego, Skrzydelski do Moroza” w portalu e-teatr.  Czytaj więcej →

Grzegorz Wiśniewski zdecydował się na psychodramę w kameralnej i surowej scenografii. Mirek Kaczmarek zbudował ze sklejki labirynt, który rozszerza się niczym tuba ku widowni, jakby skrywane w rodzinnym domu emocje znalazły ujście i nareszcie mogły być wypowiedziane. A wręcz wykrzyczane. Charlotta Danuty Stenki pojawia się w domu pastora w spektakularnych kreacjach z filmów Almodóvara: w piórach i w sukni Diora z wielometrowym trenem. Reżyser szybko jednak rozbraja kobiecy pancerz: suknie, fryzury, makijaże, sztuczne rzęsy. Do kolacji Charlotta zasiada w halce, a rodzinne „pranie brudów" w wysokiej temperaturze emocji wciska w fotel perfekcyjnie wyreżyserowanymi monologami i dialogami – pisze Jacek Cieślak w Rzeczpospolitej. Czytaj więcej →

„Nastrój jest przygniatający, a my z kolei w tym tygodniu zobaczyliśmy coś, co także przygniata. W każdym razie po obejrzeniu Sonaty jesiennej w Teatrze Narodowym tak się czułem. Długo dochodziłem do siebie. […] Katharsis to poważne słowo, ale na pewno odnosi się do tego, co przeżyliśmy” – stwierdza Jakub Moroz w rozmowie z cyklu „Moroz do Skrzydelskiego, Skrzydelski do Moroza” w portalu e-teatr. Czytaj więcej →

Danuta Stenka (Charlotta), Jan Englert (Wiktor), Zuzanna Saporznikow (Ewa). Fot. Krzysztof Bieliński„Charlotta (Danuta Stenka) tuż po przybyciu pyta Ewę (Zuzanna Saporznikow), czy nie znalazłaby się w jej domu jakaś deska pod materac, bo musi spać na twardym. Córka odpowiada, że deska jest już przygotowana. Gdy chwilę wcześniej siadamy na widowni sceny Studio Narodowego uderza nas ascetyczna, otwierająca się na widownię przestrzeń Mirka Kaczmarka (znowu znakomita praca tego artysty plus obłędne kostiumy), zrobiona właśnie z płyt, kojarzących się z deską pod materac: świeże jasne, oheblowane drewno. Pomysł znakomity, tłumaczy się zarówno profesją oraz religią pastora (w końcu to jego dom), jak i słowami Charlotty – jesteśmy wszak w świecie po katastrofie, w którym wszystko musi być zbudowane od nowa, na świeżo. Sytuacja Ewy i jej męża w kryzysie również nie należy do lekkich, stąd twardość – w tym domu na pewno pożądana” –  pisze Tomasz Domagała na blogu domagałasiękultury.pl. Czytaj więcej →   

"…jeńcy brani nie są, wychodzi się z teatru w krytycznym stanie emocjonalnym, bufet na Wierzbowej powinien być czynny po tym spektaklu, a nie tylko przed, bo jako tako można dojść do siebie po jednym, a raczej dwóch głębszych. […] Nie wiem, jak obejrzycie to wspaniałe przedstawienie, zważywszy na absurdalne ograniczenia epidemiologiczne. Ale przegapienie Sonaty jesiennej w Narodowym nie będzie błędem, a – zbrodnią” – stwierdza Rafał Turowski na blogu rafalturow.ski. Czytaj więcej →

Kreacje aktorskie

Danuta Stenka (Charlotta). Fot. Krzysztof Bieliński „O rzemiośle za dużo nie piszę, bo można je streścić w jednym słowie: mistrzostwo. Kilka zdań na pewno chcę poświęcić Danucie Stence. Gdy w majestacie upiornej czerni (powstaje od razu wrażenie, że to jakiś rodzaj przebrania) pojawia się na scenie, publiczność milknie. Spojrzenie Stenki mrozi, odbiera też znaczenie wszystkiemu, co było groteskowe w tym jej «światowym» wejściu, przekreśla cały ten sceniczno-histeryczny patos gwiazdy. Aktorka staje, patrzy; zaczynają płynąć słowa, dokładne, dobitne. Pojawia się klarowna narracja, spuentowana w najlepszy możliwy sposób, potem kolejna – i tak już do końca. Ta wielka artystka ma też do dyspozycji swoje sceny «na stronie», podkreślone znakomitym światłem Katarzyny Łuszczyk i Mirka Kaczmarka, przywołującym skojarzenia z filmowymi zbliżeniami. Stenka zmienia się w nich nie do poznania, jakby porzucała jakiś kolejny kostium, a w sensie dosłownym – rodzinę; traci całe ciepło i empatię. Staje się władcza, okrutna, momentami agresywna, jakby nakładała na słowa swój czarny kostium i rolę, którą sobie wymyśliła. Czasem mówi normalnie, czasem szeptem, im jednak ciszej, tym większy budzi lęk. Dawno w teatrze nie słyszałem takiej ciszy, bałem się w niej każdego ruchu, żeby tylko nie zwrócić na siebie jej uwagi, żeby czegoś nie zepsuć. Pod względem technicznym dawno nie widziałem w teatrze tak precyzyjnie wymyślonej i zrealizowanej partytury aktorskiej. Polegała ona na rozbieraniu się aktorki – zarówno w sferze zewnętrznej, jak i wewnętrznej – z kulminacją w scenie absolutnego rozpadu i błagania o pomoc. Od kostiumu do totalnej psychicznej nagości. Styl, w jakim Stenka pokonuje kolejne etapy tej dalekiej podróży w głąb duszy swojej bohaterki, z niezwykle świadomym użyciem całego swojego instrumentarium od ciała i głosu, przez słowo, po doświadczenie, budzi podziw i zachwyt. Wszystko to jednak byłoby i tak za mało, gdyby ta wielka aktorka robiła to w sposób wyrachowany, gdyby tę partyturę tylko – nawet po mistrzowsku – wykonywała. Ona jednak, wraz ze swoją bohaterką, sama stopniowo rozbiera się ze wszystkich swoich masek, by w finale spektaklu zejść razem z nią – w geście empatii i miłości – na dno piekła, bez zabezpieczeń, bez asekuracji. [...] Coś ważniejszego stało się między nami – aktorką a widzami – na głęboko ludzkim, tym najpiękniejszym, poziomie. Tak, to wielki teatr, największy z możliwych” (Tomasz Domagała, blog domagałasiękultury.pl). Czytaj więcej →

„Znamienny jest tutaj kontrast zastosowany w budowaniu kobiecych portretów – Stenka tworzy postać dużo bardziej rozwibrowaną, można by powiedzieć,  że nawet  efektowną przez możliwość pokazania niejednoznaczności emocjonalnego rozchwiania, co przynosi wstrząsający efekt w finale przedstawienia. Po raz kolejny okazuje się, że aktorka nie ma sobie równych w umiejętnościach warsztatowych, jeśli chodzi o wydobywanie najbardziej skrajnych emocji w aktorskim monologu. Saporznikow bardzo często musi całe sekwencje rozegrać na mocnym wyciszeniu (imponuje praca głosem aktorki, która odnalazła w nim odpowiednie barwy, czasami bardzo niskie i jakby chropowate, bliskie osobowości Ewy), odwrócona plecami do widowni czy oparta głową o boczne drzwi. Ale zawsze jest to mocno podparte tym, co dzieje się w jej wnętrzu. Ta skala zawstydzającej intymności, pełnego determinacji lęku, jaką wtedy osiąga, jest naprawdę godna podziwu. Ciekawe jest również rozegranie tego, jak obydwie aktorki próbują konfrontować to, co się dzieje miedzy nimi, z ich własnym życiem i doświadczaniem egoizmu, poczucia braku miłości, niekochania, uwięzienia w konwenansie,  rozczarowań, różnych niepowodzeń, załamań, również natury moralnej” (Wiesław Kowalski, Teatr dla Wszystkich). Czytaj więcej →

„[Danuta Stenka] w Sonacie jesiennej demonstruje, jak zwykle, aktorstwo najwyższej klasy. Szczególnie jej ostatni monolog, w którym, zdruzgotana po oskarżeniach córki, nie jest w stanie wypowiedzieć całych słów i tłumiąc szloch wymawia tylko pojedyncze głoski, a w końcu błaga ją o przytulenie albo chociaż uderzenie, jest wręcz wstrząsający” (Rafał Węgrzyniak, teatrologia.pl). Czytaj więcej →

Danuta Stenka zagrała rolę wielką, to jest aktorstwo totalne, przeszło mi przez myśl, że gdybym był aktorem nie odważyłbym się pójść tak daleko, bo pogubiłbym się w drodze powrotnej. Wspaniała w roli Ewy – Zuzanna Saporznikow – którą zagrała pewnie stąpając po cienkiej granicy między miłością a nienawiścią do swojej matki, między furią a pokorą, litością a oschłością” (Rafał Turowski, blog rafalturow.ski). Czytaj więcej →

Jan Englert (Wiktor), Zuzanna Saporznikow (Ewa). Fot. Krzysztof Bieliński

„W Sonacie aktorstwo Stenki jest jednym z elementów spójnej całości. […] Wszystkie reżyserskie rozwiązania Wiśniewskiego. To, jak Stenka zrzuca z siebie kolejne kreacje i usuwa kolejne warstwy makijażu, by w końcu – w sensie zarówno dosłownym, jak i symbolicznym – stanąć przed córką już bez tych wszystkich ozdobników, niemal obnażona. To, jak Saporznikow i Stenka mają rozpisane wspólne partie, a kilka scen jest tu naprawdę znakomitych” (Jakub Moroz, e-teatr). Czytaj więcej →    

„Oglądamy subtelne gesty w ripostach, reakcjach na siebie. Właściwie to takie krótkie impulsy wysyłane między sobą, lecz także do widza. Stenka jest w tym mistrzynią. Ale w tej kameralnej psychologii, tak czułej, tak blisko widza się rozwijającej, nie ustępuje zanadto Zuzanna Saporznikow” (Przemysław Skrzydelski, e-teatr). Czytaj więcej →

„Każda scena w wykonaniu Stenki to majstersztyk. […] … stworzyła jedną z największych kreacji ostatnich lat. Chciałoby się ją porównać do Tadeusza Łomnickiego. Ale jej rola jest bardzo kobieca. [...] Stence z empatią partneruje Zuzanna Saporznikow (Ewa), a Jan Englert nie ściga się z aktorkami, tylko daje popis powściągliwości, godny protestanckiego pastora” (Jacek Cieślak, Rzeczpospolita). Czytaj więcej → 

„Świetnie partneruje Stence Saporznikow – w końcu jej oczy, gesty, zdania, intonacja – to lustro, w którym odbija się Charlotta. Im lepiej to «zwierciadło» odbija, tym lepszy obraz widać. Jan Englert (Wiktor) nie miał jakiegoś ekstremalnego zadania, poruszyły mnie jednak spokój i pokora jego postaci wobec tragedii osobistej, a przez nią – wobec losu, Fatum. Dzięki niemu rozumiem też, dlaczego Ewa nie popełniła samobójstwa: wiedziała, że w ten sposób zabiłaby także i jego. Piękne role, piękny spektakl” (Tomasz Domagała, domagalasiękultury.pl). Czytaj więcej →

„…tym razem Jan Englert pozostaje w tle, zostawia to aktorkom na pierwszym planie. Ale dla mnie jest ważny, bo stanowi w tym świecie Bergmana figurę wycofanego boga. Wątpi, choć chciałby wierzyć. Wiktor – pewnie bardziej w kontekście tekstu niż roli Englerta – wywołuje też pytanie o możliwość dokonania osądu nad matką Ewy” (Jakub Moroz, e-teatr). Czytaj więcej →

Na zdjęciach Sonata jesienna w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego. Fot. Krzysztof Bieliński
od góry:
1. Danuta Stenka (Charlotta)
2. Danuta Stenka (Charlotta), Jan Englert (Wiktor), Zuzanna Saporznikow (Ewa)
3. Danuta Stenka (Charlotta)
4. Jan Englert (Wiktor), Zuzanna Saporznikow (Ewa)

Korzystając z serwisu internetowego Teatru Narodowego akceptujesz zasady Polityki prywatności oraz wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Plik cookie możesz zablokować za pomocą opcji dostępnych w przeglądarce internetowej. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookie, kliknij tutaj