Aktualności
ORESTEJA – wybór pierwszych popremierowych recenzji
20/10/2026
Przedstawiamy wybór pierwszych popremierowych recenzji Orestei wg scenariusza i w reżyserii Luka Percevala.
Scena zbiorowa w Orestei wg scenariusza i w reżyserii Luka Percevala. Fot. Mariia Shulga
„Oresteja jest o tym, że wojna zostawia zgliszcza w sercach, o tym, że spalone miasta spopielają całą ziemię, ale nie jest o sytuacji w Ukrainie. Mówi o tyranii władzy absolutnej, ale nie sposób jej odnosić do jednego zwyrodniałego dyktatora albo do konkretnego szaleńca, co bawi się własną potęgą. Głęboko wchodzi przy tym w psychikę kobiet, dręczonych wszystkimi objawami stresu pourazowego, żyjących żądzą zemsty, przesłaniającą im oczy, nawet na moment jednak nie staje się najbardziej szlachetnym reportażem.
Jak kiedyś Tadeusza Kantora, Luka Percevala interesuje teatr esencji, zderzenie nas z tragedią w czystej formie. Znać przy tym, że przed rokiem twórca pracował w Berliner Ensemble nad Czekając na Godota, bo pozostaje mocno w kręgu poetyki Samuela Becketta. Jego podejściu do postaci z Orestei mogłoby patronować słynne zdanie autora Końcówki: «Urodził się i to go zgubiło». Dawniej odnosiłem je przede wszystkim do Edypa z tragedii Sofoklesa, po przedstawieniu w Narodowym wydaje się szczególnie adekwatne wobec Hekuby, Klitajmestry czy Kasandry.
Autorka dekoracji Annelies Vanlaere zbudowała na scenie Teatru Narodowego konstrukcję gigantycznej piramidy i na jej stopniach umieściła akcję tragedii. Aktorki i aktorzy pojawiają się u szczytu albo wychodzą zza budowli. […]
Ta Oresteja jest bowiem opowieścią o powolnym zamieraniu świata, oratorium zapowiedzianej śmierci. W istocie przecież nie do końca wiemy, która z postaci znajduje się jeszcze wśród żywych.
Perceval wprowadza choćby na scenę Ifigenię (Hanna Wojtóściszyn), choć u Ajschylosa córka Klitajmestry i Agamemnona wprost nie występuje. W Narodowym nie dostaje słów, ale jest wszechobecna w nieustannym skulonym biegu, natrętnym ruchu, towarzyszeniu innym. Znakomita, karkołomnie trudna rola młodej aktorki.
Takie są wszystkie partie Orestei z Teatru Narodowego. Spektakl zaczyna się od zduszonego monologu Hekuby (Danuta Stenka), więznącym w gardle głosem wyrzucającej «Grrrekom» spalenie Troi. Hekuba Stenki na naszych oczach staje się samym pragnieniem zemsty, żądzą odwetu i krwi. Wstrząsająca jest debiutująca na narodowej scenie w Warszawie Karolina Staniec jako Kasandra, łącząca ciężar widzenia przyszłych zdarzeń z intymnym tonem, ponad zgliszczami świata chcąca ponad wszystko przytulić się do matki.
Klitajmestra w wybitnej interpretacji Aleksandry Justy łączy przeciwieństwa, każąc na wiadomą wojnę patrzeć jej oczami. Aktorka gra na wielu tonach, zdarza się jej do krzyku bohaterki przemycić najczystsze psychologiczne aktorstwo. Ewa Bukała (Elektra) chyba najbliższa jest współczesności, mnie akurat najtrudniej było emocjonalnie zbliżyć się do jej bohaterki, co w żadnym stopniu nie umniejsza pracy aktorki.
Robert Czerwiński musi zawrzeć dramat Orestesa w dwóch bodaj sekwencjach i radzi sobie z tym zadaniem bezbłędnie. Mariusz Bonaszewski i Cezary Kosiński są jak sceniczne znaki, ale bez ich udziału Oresteja byłaby innym przedstawieniem. Jeszcze niezwykłe światła Marka Van Denesse i nie muzyka, a cały pejzaż dźwiękowy Karola Nepelskiego.
To nie jest pierwszy raz, kiedy osiąga on we współpracy z Percevalem niecodzienne efekty, niejako na nowo definiując swoją artystyczną drogę jako nie tyle kompozytora, ile autora fonosfer spektakli” – pisze Jacek Wakar w „Tygodniku Powszechnym”. Czytaj więcej
Od góry: Danuta Stenka (Hekuba), Karolina Staniec (Kasandra), Aleksandra Justa (Klitajmestra), Ewa Bukała (Elektra), Hanna Wojtóściszyn (Ifigenia) w Orestei wg scenariusza i w reżyserii Luka Percevala. Fot. Mariia Shulga
„Scenografka Annelies Vanlaere zbudowała machinę historii, która mieli ludzi, zamieniając dzieje rodów w dziedziczenie traum i konieczność zemsty. Nie ma od tego ucieczki. Odsłonięte kulisy, sznurownia i kilkupiętrowa galeria tworzą czarne, nieruchome tło. Mark Van Denesse najpierw zrównuje światło na widowni ze światłem na scenie. Postaci pojawiają się zza piramidy, wspinają się na nią lub ją okrążają, bardzo powoli i w ciszy. Gdy widownia i proscenium pogrążają się w mroku, tył sceny spowija mleczne światło; techniczne zaplecze znika z pola widzenia, a piramidę otula mgła. Karol Nepelski wypełnia przestrzeń delikatnym świstem wiatru, z czasem także odgłosami kapania i stukania. Jakbyśmy dryfowali w kosmosie albo po bezkresnym morzu. Sylwetki aktorów rysują się na tym tle niczym płaskorzeźby, tworząc reliefowe układy, w których choreograf Ted Stoffer szczególną rolę przypisuje «plątaninie kończyn» (tymi słowami Hekuba opisuje pobojowisko w Troi), ekspresji rąk i mimice krzyku. «Byliśmy jak wycięci z kamienia» – wspomina Klitajmestra (Aleksandra Justa), przywołując ofiarowanie Ifigenii.
[…] Kobiece postaci mają u Percevala znacznie więcej charakteru niż mężczyźni. Patrzą na świat z perspektywy odgrywanych ról rodzinnych i demaskują mężczyzn w ich wojennych czynach, wskazując na przyjemność czerpaną z zabijania, bliską erotycznej pasji, której nie potrafią już spełnić z kobietą.
[…] To pierwsze spotkanie belgijskiego reżysera z zespołem Teatru Narodowego. Można było przewidzieć, że Danuta Stenka odnajdzie się w roli królowej pokonanego narodu, dumnej Hekuby, a Mariusz Bonaszewski w roli Chorusa, swoistego trickstera. Niespodzianką okazuje się gniewna ekspresja Aleksandry Justy, grającej żonę i matkę, która nie potrafi pozostać obojętna wobec niszczenia rodziny przez głowę rodu i nie zamierza czekać na boską sprawiedliwość. Znakomicie wybrzmiewa także bunt Elektry. Ewa Bukała, aktorka o dziecięcej aparycji, tworzy najmężniejszą postać na scenie. Karolina Staniec, od tego sezonu związana z Narodowym, gra Kasandrę wbrew wszelkim stereotypom: jako kapłankę niewierzącą w bogów, dostrzegającą przyszłość innych jakby mimochodem, dzięki odmowie bycia branką – podkreśla Maryla Zielińska w „Teatrze”. Czytaj więcej
Hanna Wojtóściszyn (Ifigenia) w Orestei wg scenariusza i w reżyserii Luka Percevala. Fot. Mariia Shulga
„Powstało widowisko interesujące formalnie. Dające pole do popisu aktorom i pozwalające Im kreować, a nie jedynie odgrywać powierzone postaci. Danuta Stenka w roli Hekuby jest wprost kapitalna. Jej potężny monolog, będący właśnie zaczerpnięciem z Eurypidesa to fantastyczny kawał teatru, który moim zdaniem powinien być «lekturą obowiązkową» dla studentów aktorstwa dramatycznego. Wolno przesuwającą się wzdłuż potężnej scenografii (o niej za moment) Aktorka buduje napięcie modulując głos. Zmieniając tempo wypowiedzi. Podążamy za nią jak zahipnotyzowani, wkraczając w świat bezkresnego cierpienia, śmierci.
[…] Scenografia [Annelies Vanlaere] jest bardzo mocnym punktem spektaklu. Samo jej analizowanie, obserwowanie jak załamuje na sobie światła i jak eksponuje, bądź kryje w cieniu, fragmenty ciał aktorów – to przyjemność i choćby dla niej samej warto się do Narodowego wybrać.
[…] [Mark Van Denesse] Belgijski reżyser świateł pracuje w Polsce nie pierwszy raz a Jego dzieło w Narodowym to kolejny bardzo mocny punkt Orestei. Cieszy oko precyzja. Zaskakuje wieloznaczność. Pod wpływem projektu Van Denesse scenografia ożywa. W jej ruch wkraczają cienie, półcienie. Pełne światło. Aktorzy rosną. Ich sylwetki stają się momentami nierzeczywiste, mityczne. Jakby kreowane przez nich postaci przebiwszy kotarę czasu wyszły wprost ze starożytnego mitu. Stanęły przed nami w szatach dostojnych duchów, aby wypowiedzieć i wykrzyczeć swoje losy. Wspaniale się Oresteję w Narodowym ogląda.
Obok wspomnianej Danuty Stenki wachlarz znakomitych Aktorów. Bardzo dobrze z rolą Kasandry radzi sobie Karolina Staniec. Fascynuje jej sposób poruszania się po różnych poziomach scenografii. Świetnie wypadają monologi. Ważną postacią i znakomicie zagraną jest Klitajmestra (Aleksandra Justa)” – notuje Jacek Mroczek na blogu TeatrVaria. Czytaj więcej
„Spektakl otwiera przejmujący 10-minutowy monolog Hekuby, królowej Troi, której córkę Kasandrę zhańbił i uprowadził Agamemnon. Danuta Stenka w roli Hekube jest symbolem kobiet, którym wojna odebrała wszystko, co kochały.
Na początku wojny król Myken złożył w ofierze bogom swoją najpiękniejszą córkę Ifigenię. Dzięki temu greckie wojska mogły wypłynąć na podbój Troi. Aleksandra Justa w roli jego żony Klitajmestry, która, żeby pomścić córkę, zabija męża, jest uosobieniem rozpaczy, od której nie ma ucieczki. Duch Ifigenii (Hanna Wojtóściszyn) przypomina, że u zarania dramatu są niewinne ofiary – pisze Katarzyna Janowska w tygodniku „Newsweek". Czytaj więcej
Karolina Staniec (Kasandra), Danuta Stenka (Hekuba) w Orestei wg scenariusza i w reżyserii Luka Percevala. Fot. Mariia Shulga
„Inscenizacja Percevala jest pozornie statyczna i przepełniona ciszą, a jednak nieustannie wyczuwamy w postaciach podskórny puls, energię i oddech prowadzące je od jednej akcji do drugiej. Krótko przed premierą udało mi się natrafić na oficjalnej stronie Percevala na tekst jego autorstwa poświęcony praktyce jogi w duchu mindfulness (uważności), która w połączeniu z technikami medytacji zen stała się dla reżysera «tańcem prowadzącym ku ciszy». Praktyka ta wymaga skupienia na oddechu oraz uważności i świadomości własnego ciała. To ten rodzaj ruchu rozpoznaję w choreografii (trafnie określonej u Percevala terminem body language) Teda Stoffera: w połączeniu z «organiczną» muzyką Karola Nepelskiego tworzy on na scenie wizję ciał intuicyjnie przepracowujących traumę i szukających odpoczynku. Aktorzy, z którymi Perceval od początku procesu twórczego pracował w duchu uważności, wykazują się przy tym wytrzymałością i skupieniem. W trwającym godzinę i trzy kwadranse spektaklu są momenty zastygania bohaterów w bezruchu na długie minuty, jednak bez utraty napięcia dramaturgicznego. Niektóre sekwencje ruchu są natomiast wykonywane tak subtelnie, że po jednokrotnym obejrzeniu przedstawienia nabiera się ochoty na kolejne, najchętniej z innego miejsca na widowni, aby w pełni docenić perspektywę i formy ruchu. To nie jest realizacja «jednorazowa»: wyobrażam sobie i przeczuwam, że z każdym kolejnym przebiegiem będą się nam ukazywały nowe, ukryte w niej znaczenia” – zauważa Lena Kuran w portalu „Teatr dla Wszystkich”. Czytaj więcej
„Spektakl ma wymiar niezwykle wręcz fizyczny. Wszystkie urywane oddechy i szarpane ruchy aktorów tworzą przenikliwą, przepełnioną napięciem atmosferę. Wyniszczenie ludzi przez wojnę aktorzy przekazują przez specyficzny, momentami nienaturalny sposób poruszania się. Szczególnie chciałabym wspomnieć o tańcu Ifigenii (Hanna Wojtóściszyn), scenie niezwykle widowiskowej. Aktorka swoimi ruchami oddaje tragedie córki zwycięskiego wodza złożonej w ofierze, rozerwanej między światem żywych i zmarłych.
[…] Na pierwszy plan wychodzi dramatyczna i skomplikowana postać Klitajmestry, żony greckiego dowódcy, matki tragicznie zmarłej Ifigenii, niezmiennie pragnąca ją pomścić. W swoich dążeniach nie zauważa wciąż żyjące córki Elektry, przez co dochodzi między nimi napięć i konfliktów. W tej roli Aleksandra Justa przekazuje wielopoziomowe spektrum emocji, w sposób przeszywający, zarówno głośno krzycząc, jak i szeptem.
Kolejny fascynujący obraz sceniczny stworzyła Danuta Stenka jako Hekuba, szczególnie w duecie z Karoliną Staniec jako Kasandrą. Ich monologi stają się próbami pogodzenia ze swoim losem, nadania przeżywanemu cierpieniu sensu. W spektaklu ich historia kończy się najbardziej bolesną puentą, bycie matką i córką, jest takie same niezależnie od strony wojny. Dochodzi do niej w porażającej scenie rozegranej pomiędzy nimi, a Klitajmestrą.
[…] Każdy z zespołu aktorskiego posługuje się w roli niesamowitym poziomem charyzmy i intensywności, który zmusza widza do przeżywania historii razem z postaciami. Bohaterowie prezentują indywidualne przeżycia, które ostatecznie składają się na boleśnie znany i powtarzający się w historii obraz.
Postacie z antycznych tekstów nie straciły na swojej aktualności, a ich historia stanowi wstrząsający punkt odniesienia, co do obecnych czasów. Oresteja to archetypiczna opowieść o naturze ludzkiej, która nabiera w scenicznym wydaniu nowej przenikliwości i trafności” – zauważa Anna Wasilczyk w „Dzienniku Teatralnym”. Czytaj więcej
