Aktualności
NIEWYCZERPANY ŻART – wybór recenzji po premierze
14/01/2026
Niewyczerpany żart – przedstawiamy wybór popremierowych recenzji i opinii krytyków oraz teatralnych blogerów:

Paweł Brzeszcz (Gangster), Robert Czerwiński (Don Gately), Hubert Woliński (Gangster) w Niewyczerpanym żarcie Davida Fostera Wallace’a w reżyserii Kamila Białaszka. Fot. Karolina Jóźwiak
„Niewyczerpany żart jest spektaklem rewelacyjnym. Z jednej strony udaje mu się oddać złożoność rzeczywistości zanurzonej po uszy w medialnej komercjalizacji i politycznej postprawdzie, z drugiej – znajduje czas i pokorę, by wysłuchać swoich bohaterów. A co chyba najlepsze, nie zapomina o filarze amerykańskiej powieści: dobrze opowiedzianej historii” – notuje Szymon Białobrzeski w portalu Teatr dla Wszystkich. Czytaj więcej
„Młody reżyser, u progu swojej drogi zawodowej z imponującą swobodą wyprowadza z dzieła Wallace’a to, co w niej najważniejsze – krytykę słodkiego ideału amerykańskiego stylu życia, jaki charakteryzuje ze zdumiewającą trafnością jeden z bohaterów, beznogi tajny agent z Quebecku, niejaki Marathe: «Maksimum przyjemności plus minimum przykrości równa się dobrostan» (...)
Niewyczerpany żart w lekturze i na scenie przypomina reportaż z Titanica. Toniemy, ale przecież jest wesoło” – zaznacza Tomasz Miłkowski w portalu AICT Polska. Czytaj więcej
„Akcję Niewyczerpanego żartu Wallace’a umieścił we wnętrzu szczęki pełnej spróchniałych zębów, w których zamiast plomb świecą ekrany. Ponury obraz współczesnej cywilizacji kapitalizmu, konsumpcji, presji na wyniki i jej drugiej strony – epidemii uzależnień – zamienia w porywający spektakl: męczący nadmiarem (czterogodzinny) i absurdalnie zabawny. Przede wszystkim zaś kipiący energią: młodsza część zespołu Teatru Narodowego dostała szansę wyjścia z cienia starszych kolegów i wykorzystała ją z nawiązką. […]
Białaszek nie aktualizuje na siłę powieści z 1996 r., podobnie jak Paul Thomas Anderson nie uwspółcześniał w świetnej, ubiegłorocznej Jednej bitwie po drugiej powieści Pynchona z 1990 r. Mimo to spektakl, tak jak film, wydaje się trafiać ze swoim szaleństwem w sedno współczesności” – pisze Aneta Kyzioł w „Polityce”. Czytaj więcej
„W Teatrze Narodowym w Warszawie wystawiany jest spektakl Niewyczerpany żart mierzący się z tematami uzależnienia, ucieczki i egzystencjalnej pustki. Wymaga czasu, uważności i gotowości na trudne doświadczenia, lecz w pełni wynagradza wysiłek widza. Rzadko zdarza się przedstawienie, po którym wychodzi się z poczuciem, że ktoś naprawdę dotknął czegoś istotnego – bez uproszczeń i bez ucieczki w tani efekt. […]
Uzależnienia i iluzoryczna pogoń za łatwymi przyjemnościami stanowią główny motyw sztuki. Szukanie rozrywki ma służyć zapomnieniu o bólu życia. Wszyscy są tu uzależnieni – także ci, którzy nigdy po nic nie sięgali. Uzależnieni są od przeszłych doświadczeń, od własnych, nieuświadomionych potrzeb, od traumy i bólu, których nie zdołali zintegrować w sobie. Uzależnieni są także od samego uciekania od życia. […]
Realizacja Teatru Narodowego imponuje rozmachem wyobraźni i jednocześnie niezwykłą precyzją w konstrukcji poszczególnych scen – wymownych, intensywnych emocjonalnie i głęboko poruszających. Spektakl zachowuje postmodernistyczny klimat egzystencjalnego smutku, ale ten postmodernizm nie przytacza. Humor i ironia wchodzą tu w dialog z powagą, łagodząc surowość i bezwzględność przedstawienia. Nie znoszą jednak ciężaru przesłania: opowieści o powszechnym uzależnieniu, które nieuchronnie prowadzi ku destrukcji. […]
To jest przerażająco przepiękny w swojej prawdzie spektakl o życiu – opowiada o nim bez owijania w bawełnę, bez taryfy ulgowej dla widza. Bo Niewyczerpany żart w swojej najwyższej warstwie opowiada o niemożności bycia obecnym w tej rzeczywistości. I trafia do nas – do świata, który nie umie być obecny.
Spektakl pełen jest nieoczywistości i egzystencjalnego rozchwiania, a jednocześnie obfituje w momenty, które z niezwykłą trafnością uderzają w samo sedno. Absurd i żart przeplatają się tu z głęboką powagą i niezwykłą precyzją obserwacji – zarówno wobec konkretnych realiów życia codziennego osób uzależnionych czy sportowców, jak i wobec uniwersalnych prawd o ludzkiej egzystencji. […]
Młody reżyser Kamil Białaszek wiernie oddał sens literackiego pierwowzoru. To wygląda na świadomą, choć jednocześnie ryzykowną decyzję – by nie schodzić do poziomu przeciętnej percepcji (przeciętnej nie w sensie intelektualnym, ale w sensie dojrzałości i odwagi patrzenia na życie). Reżyser nie próbuje ułatwiać ani obłaskawiać widza przyjemną formą i estetycznym komfortem. To jest uczciwa decyzja i bardzo dojrzała postawa artystyczna” – zaznacza Katarzyna Harłacz na swoim blogu. Czytaj więcej
„Białaszek nie roztrwonił potencjału postironicznej powieści Wallace’a, która w dużej mierze antycypowała wrażliwości dzisiejszych zetek, a reżyserowi należącemu do tego właśnie pokolenia umożliwiła wypowiedź iście generacyjną” – pisze Karolina Felberg w mintmagazine.pl. Czytaj więcej
„[Kamil Białaszek] Zaprosił bowiem na narkotyczny trip, w środek trzęsącej się w halucynacjach Ameryki, i sprawił nie, że wytrzymaliśmy ponad cztery godziny.
Bardziej istotne jest, że dzięki Niewyczerpanemu żartowi udało się skierować reflektory młodą część zespołu Narodowego (grają fenomenalnie), a najważniejsze – udowodnić, że jest tu miejsce na ostrość eksperymentu, odwagę szukania nowego komunikowania się z publicznością, a nawet teatr z anarchistyczną radością rozsadzający dotychczasowe ramy tego, co wypada, a co nie przystoi w tak szacownych murach” – notuje Jacek Wakar w „Tygodniku Powszechnym”.

Scena zbiorowa, centralnie: Paweł Brzeszcz (Lamont Chu), Hubert Łapacz (Orin Incandenza), Hugo Tarres (Hal Incandenza) w Niewyczerpanym żarcie Davida Fostera Wallace’a w reżyserii Kamila Białaszka. Fot. Karolina Jóźwiak
„[…] spektakl zaczyna się od Hala Incandenzy (znakomity Hugo Tarres), który mówi do nas, siedząc na języku, można postawić tezę, że oglądamy tę całą opowieść z jego perspektywy, że on tu jest narratorem, on tu jest najważniejszy. Co więcej, jesteśmy nie tylko w jego głowie, ale i we śnie, w którym to, co wydawałoby się na pierwszy rzut oka realistyczne, zaczyna nam się dziwnie rozjeżdżać. Dobrym przykładem są tu tenisowe treningi. W pewnym momencie coś się zaczyna nie zgadzać, bo choreografia Bartosza Dopytalskiego, którą wykonują członkowie akademii, więcej ma wspólnego ze sportami walki niż z tenisem, którego w spektaklu w ogóle nie ma… I oto spod szlachetnego w swej idei tenisa (czy szerzej – sportu) wyzierają rzeczywiste – niezbyt już przyjemne – ludzkie potrzeby: dążenie do konfrontacji, walka i władza jako pochodna wygrywania. Nie dziwi więc, że sposoby i środki, do jakich uciekają się młodzi członkowie akademii, są z gruntu niesportowe. Takich zabiegów Kamila Białaszka, demetaforyzujących w spektaklu rzeczywistość zapisaną w prozie Wallace’a jest więcej, że wspomnę tylko o idei ośrodka leczenia uzależnień, który bardziej wydaje się tu więzieniem czy miejscem, w którym państwo może na miękko kontrolować wszelkiej maści freaków i odmieńców, niż placówką, która służy im pomocą w powrocie na łono «normalnego» społeczeństwa. […]
Warto wspomnieć jeszcze o znakomitej dyspozycji Hugo Tarresa, grającego tu rewers swojego Hamleta z pożegnalnego spektaklu Jana Englerta. To zresztą znamienne i symboliczne, że w spektaklu starego mistrza gra on jego wyobrażenie tej postaci, w przedstawieniu «młodego wilczka» polskiego teatru – wersję skrojoną pod reprezentowane przez reżysera, ale i przez siebie, najmłodsze pokolenie artystów i widzów. Warto też wyróżnić i docenić kreację Roberta Czerwińskiego w roli Dona Gately’go – jest od pierwszej do ostatniej sceny znakomity.
Kamil Białaszek zadebiutował w Narodowym udanie, z energią i młodzieńczym zapałem, ale i pomysłem, opartym na świetnej literaturze. Widać, że wiedział, czego chce, i umiał zarazić swoją wizją zespół aktorski i realizacyjny” – notuje Tomasz Domagała na swoim blogu. Czytaj więcej
„Scenografię spektaklu opracowała Julia Zawadzka okalając scenę ludzką szczęką, a ściśle nadpsutymi zębami narkomana, wśród których rozmieszczono szereg większych i mniejszych ekranów. Miękkie ruchome elementy «podniebienia» pozwalają w szybki sposób reorganizować przestrzeń i swobodnie przenosić akcję. Kostiumy Sławka Blaszewskiego wpisały się w groteskowy klimat przedstawienia dbałością o najmniejsze detale oraz zabawą z fakturą i materiałem w ścisłym powiązaniu z oświetleniem Tadeusza Pyrczaka i wszechobecnymi, nawet w strojach, multimediami Michała Mitoraja i Huberta Kozarzewskiego. Krzykliwe i epatujące zewsząd różnorodną treścią wizualizacje nawiązują nie tyle do tytułowej Rozrywki, ile czerpią z samej literatury Wallace’a, który nagminnie wymyślał i spisywał fabuły filmów wrzucając je do przypisów. Jest w tym pewien paradoks, że mówiąc o niebezpiecznym nadmiarze i intensywności bodźców, która nas otaczają, reżyser wrzuca nas do środka teatralnego tygla wypełnionego fajerwerkami przez przeszło cztery godziny. Trzeba przyznać, że twórcom udało się stworzyć przebogaty świat sceniczny podkreślony dodatkowo dynamiczną choreografią Bartosza Dopytalskiego łączącą taniec z tenisowym treningiem, kendo i popkulturowymi kliszami rodem z Matriksa oraz równie energetyczną, pulsującą rytmem muzyką elektroniczną Mateusza Augustyna i Bartłomieja Garguli. […]
Spektakl broni się przede wszystkim żywiołowością, humorem i emocjonalną, rozpiętą między psychologią a karykaturą grą aktorską zespołu Teatru Narodowego, który entuzjastycznie niesie historię powieści przez pokręcony, groteskowy świat postmodernistycznej literatury. Literatury, która dość wizjonersko przewidziała współczesne zagrożenia – nieustający rozwój chorych ambicji i ucieczkę od przebodźcowania w używki, samotność ekranów czy uwalniające od prawdziwego życia algorytmy. Bezustanna pogoń za popularnością i pieniądzem, dążenie do bycia naj i spełniania nierealnych oczekiwań nie dają czasu na oddech i zastanowienie się czemu to wszystko ma służyć? Czy faktycznie «kluczem do szczęśliwego życia ma być nieświadomość tego, że większość z nas skazana jest na przeciętność»? A może wystarczy w tym zatraceniu pomocna dłoń i zwykła bliska obecność? Postępująca alienacja i coraz częstszy brak umiejętności zwykłej rozmowy – zdaje się mówić Niewyczerpany żart – ma swe źródło w nas samych, w zbyt wysoko zawieszonych poprzeczkach, w niespełnionych aspiracjach, które wszyscy dokoła prowokujemy przeglądając rolki z fake’owych egzotycznych wakacji, wygładzone filtrem piękne facjaty, by z zaciśniętymi zębami dążyć do realizacji tych samych, często nikomu niepotrzebnych celów. «Bo jest coś, albo nic, a pośrodku nieskończona pustka, czysty potencjał». I tylko od nas zależy jak go wykorzystamy i czym tę pustkę wypełnimy.
Scena przy Wierzbowej wypełniła pustkę wciągającym, rozbuchanym do granic możliwości, dowcipnym, elektryzującym i zagmatwanym spektaklem, którego finał nie jest mam nadzieję białaszkowym proroctwem dla przyszłych pokoleń” – pisze Marek Zajdler w portalu NaszTeatr.pl. Czytaj więcej
„Oparty na monumentalnej powieści spektakl jest na wielu poziomach epicki. Fascynuje rozległością swej wielotematycznej narracji, wyrazistym rytmem i tempem, ciekawym wykorzystaniem kamer i projekcji. Zachwyca też porywającą grą aktorską calej obsady, w dużej mierze bardzo młodej, debiutującej. Z koeljnych scen, zbudowanych z mocnych środków, wyłania się bardzo ponura opowieść o uzależnieniu, mediach, sławie, samobójstwie. I o tym, że dzieciństwo w rodzinie, w której źle się dzieje, wpływa potem na całe życie” – notuje Przemysław Gulda na swoim instagramowym koncie.
„(...) w gruncie rzeczy w spektaklu [Kamila] Białaszka chodzi o doświadczenie, a za jego sprawą zapewne też o skonfrontowanie widzów z myślą, którą Gately podsuwa podczas jednego ze spotkań w Ennet House: „dlaczego wszyscy ludzie nie mieliby być w AA?”. Nie piszę tego z przekąsem – reżyserowi udało się stworzyć przedstawienie, którego atutami są autentyczność i szczerość. Niewyczerpany żart bezkompromisowo portretuje mechanizmy, które stosujemy, starając się uciec od rzeczywistości – nieustanną pogoń za przyjemnością, sukcesem lub czymkolwiek innym, co może dać nam możliwość uniknięcia konfrontacji z poczuciem pustki, braku sensu czy przeciętnością. Białaszek doskonale przy tym wyczuwa i wykorzystuje absurdalny humor powieści Wallace’a – podkreśla Tomasz Kowalski w „Czasie kultury”. Czytaj więcej
„Ta lekkość, świeżość, naturalność koegzystencji sprzecznych stanów świadomości, mentalnych odjazdów, szalonych zachowań bohaterów, nagłych zwrotów akcji to zasługa bardzo młodej, zdolnej obsady. Jej energia, dynamika, potencjał dramatyczny wypracował efemeryczno - psychodeliczną atmosferę spektaklu. Zaważył na tym, że bardzo długi, skomplikowany, wielowątkowy, o alinearnej narracji tekst Wallace'a w adaptacji [Kamila] Białaszka, z jego koncepcją dramaturgiczno – reżyserską i zaskakującą oprawą plastyczną, muzyczną okazał się jasny, logiczny i atrakcyjny dla widzów, którzy bez problemu odczytywali kody i linki kulturowe. To duży sukces, bo przeniesienie na scenę ogromnego dzieła Wallace'a wymagało odwagi, ambicji, wyobraźni, talentu” – pisze Ewa Bąk na blogu „Okiem widza”. Czytaj więcej
O kreacjach aktorskich

Sławomira Łozińska (Avril Incandenza) w Niewyczerpanym żarcie Davida Fostera Wallace’a w reżyserii Kamila Białaszka. Fot. Karolina Jóźwiak
„W dniu, gdym oglądał NŻ – pisze Rafał Turowski na swoim blogu – p. Hugo Tarres (Hal Incadenza) został ogłoszony laureatem nagrody Nardellego, zdecydowanie zasłużenie, zagrał bowiem w tym przedstawieniu znakomitą rolę post hamletowską (sic), z bardzo trudnego zadania fantastycznie wywiązał się Hubert Łapacz (Orin Incadenza), nie można było oderwać wzroku od znakomitego Roberta Czerwińskiego (Don Gately), a o Sławomirze Łozińskiej (Avril Incadenza) już nawet nie wspomnę”. Czytaj więcej
„Kamil Białaszek podkreśla absurdalność rzeczywistości, w której żyją bohaterowie, ale samych protagonistów traktuje z należytą empatią. Powoli obdziera ich z intelektualnego wyjałowienia, wulgarności i cynizmu – warstwa po warstwie – aż dokopuje się do nagiej szczerości. Bawi się przy tym inscenizacją, co tylko podkreśla znakomite aktorstwo całego zespołu.
Szczególnie zachwyciło mnie kilka ról. Robert Czerwiński wykorzystał swoją charyzmę, by połączyć energię gawędziarza z desperacką religijnością narkomana. Hanna Wojtóściszyn dała mrożący krew w żyłach występ wokalny, przy czym rozegrała najważniejsze sceny emocjonalne, nie pokazując nawet twarzy. Natomiast Hugo Tarres niezwykle wiarygodnie zagrał napięcie między inteligentną grą słowną a emocjonalnym wyjałowieniem” – zaznacza Szymon Białobrzeski w portalu Teatr dla Wszystkich. Czytaj więcej
„Każda rola w tej sztuce jest precyzyjnie określona i świetnie zagrana. Wszyscy aktorzy prezentują wysoki poziom, a szczególnie poruszający jest Robert Czerwiński w roli Dona Gatelego – byłego narkomana i alkoholika, później pracownika ośrodka odwykowego. Jego postać jest niezwykła, a naturalne ciepło aktora i pełne zaangażowanie nadają spektaklowi dodatkowy głęboko emocjonalny wymiar. Równie mocne wrażenie wywołują inni aktorzy: Hugo Tarres jako Hal Incandenza imponuje naturalnością i szczerością reakcji, Hubert Łapacz w roli starszego brata, Orina Incandenzy, bawi i porusza jednocześnie dzięki świetnie wykreowanej infantylności i ujmującej bezradności, Kacper Matula jako niepełnosprawny Mario Incandenza przekonująco oddaje cechy swojej postaci, a Ewa Bukała zachwyca (między innymi) pięknym śpiewem. Wszystkie kreacje aktorskie są imponujące” – notuje Katarzyna Harłacz na swoim blogu. Czytaj więcej
„[Hugo] Tarres wychodzi z tego obronną ręką grając bardzo naturalnie, swobodnie, wręcz luzacko, pokazując wewnętrzne rozdarcie i maskowanie przeżytej traumy kreowaną dla świata beztroską. […]
Aktor [Kacper Matula jako Mario Incandenza] z czułością podchodzi do swego bohatera pokazując jego kruchość i psychiczne zawieszenie między podziwianym bratem a bezduszną matką. Znacznie bardziej rozedrgany jest popadający z obsesji w paranoję komiczny Orin uchwycony ze swadą przez Huberta Łapacza, oglądany głównie na ekranie, na którym obraz prawdziwego twardziela kontrastuje z delikatnością zwichrowanej psychiki. Akademię prowadzi obecnie rozerotyzowana, figlująca z wychowankami i pisząca kompulsywnie traktaty o gramatyce języka matka chłopców, Avril, groteskowo w swym szaleństwie przedstawiona przez Sławomirę Łozińską. Powierzenie roli jej kochanka jeżdżącej po scenie wyrzutni piłek tenisowych dodało temu wątkowi dodatkowego smaku absurdu.
Robert Czerwiński rewelacyjnie kreśli swą walczącą z mroczną przeszłością postać sprawiając, że i w modlitwie, i w wyrzutach sumienia, i w podszytej humorem matriksowej bijatyce, i w zakochaniu wydaje się do bólu prawdziwy i przekonujący. Obok niego największe wrażenie zrobił na mnie Sebastian Dela w roli Randy’ego Lenza, mającego sadystyczne skłonności wobec zwierząt ćpuna na wiecznym haju. Nerwowe tiki i złowieszcze grymasy towarzyszą bezustannie przeżartemu przez narkotyki młodzianowi, a jednak temu cwaniakowi po prostu się współczuje. Drugie, całkowicie odjechane oblicze pokazuje Dela jako zakonnica, siostra Sangria, protagonistka jednego ze zwariowanych filmów Incandenzy. Przejmująco pogruchotane postacie obdarzone niebagatelnymi walorami głosowymi prezentują także Ewa Bukała jako Kate i skryta za woalką Joelle Hanny Wojtóściszyn. […] Ukrywająca twarz przed światem członkini Związku Odrażająco i Nieprawdopodobnie Oszpeconych igra z ciekawością innych i widza, w kokainowym uniesieniu niczym mesjasz przygarnia ofiary brzydoty, by w ośrodku odnaleźć w końcu spokój, a być może nawet uczucie. W menażerii osobowości znajdziemy również ironicznego alkoholika Tiny Ewella, za którego zniszczoną starczą maską kryje się nierozpoznawalny Paweł Brzeszcz i upadłego intelektualistę Daya Jakuba Gawlika – wszyscy oni kryjąc się za maską humoru i sarkazmu w rzeczywistości rozpaczliwie wołają o pomoc. […] na scenie pojawia się także w wybuchowych wcieleniach Henryk Simon, jako nawiedzony Gigarektor, szalony Gigalekarz wciskający pacjentom uzależniający opioidalny Oxycoton, czy wreszcie jako duch ojca z mikrofalą na głowie. To on wypowiada tu najważniejsze słowa, choć brak mu odwagi, by skierować je wprost do adresata. Najważniejsze dla tych skrzywionych ambicjami życiowych połamańców, którzy marzą jedynie o powrocie do normalności. Że są dla kogoś ważni. Że nie są sami. […]” – pisze Marek Zajdler w portalu NaszTeatr.pl. Czytaj więcej
„Szczególnie zachwycają kreacje aktorskie rodziny Incandenza, na czele z Hugo Tarresem. Przyjęty niedawno do zespołu Teatru Narodowego aktor buduje postać nieoczywistą, jednocześnie frenetyczną i empatyczną. [Hubert] Łapacz (jako Orin), mimo że pojawia się głównie za pośrednictwem wideo, kreuje wizerunek silnego mężczyzny, który otwiera się emocjonalnie podczas nienormatywnych praktyk seksualnych. [Sławomira] Łozińska (jako Avril), choć rzadko obecna na scenie, przekonująco wciela się w kompulsywnego MILFa” – notuje Magdalena Ożarowska w „Teatrze”. Czytaj więcej
„Warto wspomnieć jeszcze o znakomitej dyspozycji Hugo Tarresa, grającego tu rewers swojego Hamleta z pożegnalnego spektaklu Jana Englerta. To zresztą znamienne i symboliczne, że w spektaklu starego mistrza gra on jego wyobrażenie tej postaci, w przedstawieniu «młodego wilczka» polskiego teatru – wersję skrojoną pod reprezentowane przez reżysera, ale i przez siebie, najmłodsze pokolenie artystów i widzów. Warto też wyróżnić i docenić kreację Roberta Czerwińskiego w roli Dona Gately’go – jest od pierwszej do ostatniej sceny znakomity” – zauważa Tomasz Domagała na swoim blogu. Czytaj więcej
„[Hugonowi] Tarresowi udaje się z powodzeniem wydobyć niuanse wpisane w postać Hala, który za maską dobrze zapowiadającego się, beztroskiego, zblazowanego i aroganckiego sportowca skrywa nie tylko traumę po śmierci ojca, lecz także obawę przed powtórzeniem jego losu. Próbując uwolnić się od problemów z odnalezieniem się w świecie i niepewności dotyczącej własnej tożsamości, wpada w spiralę uzależnienia. Jego rozterki tworzą sieć subtelnych relacji, łączących jego postać z szekspirowskim Hamletem, które przenikają powieść Wallace’a (jej tytuł pochodzi ze słynnej sceny, w której duński książę wspomina błazna Yoricka, trzymając w ręku jego czaszkę).
„(...) Opiekunem rezydujących w nim osób jest Don Gately, drugi główny bohater powieści Wallace’a, po mistrzowsku grany przez Roberta Czerwińskiego. Postaci wychowawcy, który sam w przeszłości był narkomanem i kryminalistą, aktor nadaje wyjątkową wrażliwość i dobroć, dbając jednak o to, by nie trąciły one fałszem ani naiwnością” – pisze Tomasz Kowalski w „Czasie kultury”. Czytaj więcej
„Zatriumfowało zespołowe aktorstwo. Hugo Tarres potrafi zaakcentować dramatyzm granej przez siebie niejednoznacznej postaci, ewoluującej osobowości Hala Incandenzy. Hubert Łapacz w roli Orina Incandenzy, znanego widzom tylko z ekranu brata Hala, zawodowego futbolisty, bo mieszka daleko od Bostonu i rzadko kontaktuje się z bratem, zbudował postać odrębną, charakterystyczną, intrygującą. Wzrusza Kacper Matula w roli kruchego, dobrego, czułego Maria Incandenzy, niepełnosprawnego intelektualnie. Dominuje na scenie, absolutnie zachwyca Robert Czerwiński jako Don Gately, lump, narkoman, neofita wychodzący z bagna uzależnienia na prostą. Zwraca uwagę też tajemnicza, delikatna, doświadczona boleśnie przez życie Joelle van Dyne Hanny Wojtóściszyn, która jak wszyscy, choć niekoniecznie otwarcie się do tego przyznają, jest spragniona miłości, uwagi, bliskości. Intryguje swoim ekscentrycznym zachowaniem Kate Gompert Ewy Bukały, która używa bogatych środków ekspresji. Bardzo cieszy obecność Sławomiry Łozińskiej w roli Avril Incandenzy, matki trzech braci, w stroju i zachowaniu odjechanej tancerki z dziecięcej pozytywki w tiulowej zwiewnej spódnicy i czerwonej dresowej bluzie - infantylnej, samolubnej, nieobecnej, a przecież nadal potrzebnej dorastającym dzieciom. Wisienką na teatralnym torcie jest Henryk Simon jako Duch Ojca z kuchenką mikrofalową na głowie, którego końcowy efekt samobójczego odpalenia obejmuje zgromadzonych. Jak u Szekspira bez życia padają na scenę wszyscy, jakby nie było już dla nich żadnej nadziei” – zauważa Ewa Bąk na blogu „Okiem widza”. Czytaj więcej
„Historia dorastającego młodego Hala, jednego z czołowych zawodników szkoły tenisowej EAT to opowieść o typowych rozterkach wieku dojrzewania, choć najwyraźniej na boku pozostaje u niego burza hormonów. Jego cierpienia budzi morderczy trening, mający zapewnić miejsce wśród najlepszych w rankingu młodych tenisistów, osładzany coraz silniejszym uzależnieniem od narkotyków, i niedostatek więzi emocjonalnych z rodziną. Fakt, że w roli Hala obsadzony został Hugo Tarres, grający z sukcesem tytułową rolę w Hamlecie Jana Englerta, dodatkowo podkreśla hamletyczny podtekst tej postaci. Tarres niesie ze sobą nimb Hamleta, ale przede wszystkim niebywałą energię, gaszoną od czasu poczuciem traconego czasu. (...)
Równolegle do zdarzeń w Akademii toczy się życie w Enett House, w którym aniołem opiekuńczym jest Don Gately (sugestywna rola Roberta Czerwińskiego), olbrzym o gołębim sercu, ale do czasu, bo pięść ma straszliwą, może nawet zabić. Gately to przeciwieństwo Hala, nie hamletyzuje, nie lituje się nad sobą, bo sobie zawdzięcza wyzwolenie i ocalenie. Próbuje zaszczepić to rezydentom Enatt House, mającym za sobą udręki uzależnienia” – pisze Tomasz Miłkowski w portalu AICT Polska. Czytaj więcej

